22.04.2025
SOCJALIZM I PATRIOTYZM A KATOLICYZM
Czy można być socjalistą i/lub patriotą i katolikiem? Zastanówmy się nad korzeniami chrześcijaństwa i katolicyzmu. Chrześcijaństwo powstało jako ruch uciskanego ludu znajdującego się pod opresją rzymskiego imperium i klas kolaborujących z Rzymem. Było to społeczeństwo, które również uciskało samo siebie poprzez zestaw zacofanych, nieegalitarnych wierzeń i praktyk. Jezus Chrystus był buntownikiem, który wyszedł temu naprzeciw, nawoływał do pomagania sobie nawzajem, do porzucenia swoich bogactw w celu pomocy słabszym, do jedności i braterstwa, do porzucenia niesprawiedliwych praktyk i wierzeń, które sprawiały innym przykrość. Jezus Chrystus dawał nadzieję najbardziej uciskanym i najbardziej deptanym – dawał nadzieję, że coś może się zmienić.
Przez stulecia Chrystus pozostawał symbolem i nadzieją dla ludzi uciskanych, a chrześcijaństwo nielegalnie szerzyło się w Imperium Rzymskim. Dopiero gdy ogrom biednych mas zaczął nawracać się na chrześcijaństwo, powstała presja, która zmusiła Rzym do przyjęcia chrześcijaństwa jako religię państwową. Religia ubogich, skierowana przeciwko bogatym, stała się religią bogatych, skierowaną przeciwko biednym. Przez stulecia kościół katolicki rozwijał swoją władzę i bogactwa i dopracowywał swój aparat ideologicznej dominacji nad ludem.
To w tej formie – nie jako narzędzie wyzwolenia, a jako narzędzie opresji - katolicyzm zawitał do Polski. Tu katolicyzm został użyty do niszczenia wierzeń, kultur, praktyk, do rozbijania plemiennej organizacji i budowania struktur feudalnych. Katolicyzm pomógł stworzyć system pańszczyźnianego wyzysku i usankcjonować władzę feudałów, a potem szlachty. Pierwotnie spotykał się ze sprzeciwem, walki plemion a później chłopów z kościołem i jego indoktrynacją trwały długo, lecz katolicyzm z czasem wszedł w umysły ludzi tak głęboko, że dziś pomimo braku pańszczyzny i feudalnej drabiny społecznej, nadal nie możemy go wykorzenić.
Rosnąca w siłę burżuazja była naturalnym wrogiem kościoła i duchownych, którzy byli ideologicznym ramieniem władzy feudalnej (chociaż i sami duchowni dzierżyli ogromną władzę i bogactwa). Nauka, rozum, idee oświecenia wychodziły naprzeciw religijnym zabobonom, przełamywały wszelkie tabu, „niepodważalne” prawdy dotyczące świata i władzy. Lecz gdy burżuazja już wygodnie ustanowiła się u władzy, nieoczekiwanie znalazła w kościele silnego sojusznika. Teraz burżuazja nie nawoływała już do podważania religii, a powoływała się na religię w celu stworzenia sztucznej jedności pomiędzy wyzyskiwanymi a wyzyskiwaczami. Po stoczeniu ciężkich walk z liberalną demokracją w celu obrony autorytetu królów okazało się jednak, że demokracja jest kompatybilna z kościołem. Po stoczeniu ciężkich walk z teorią ewolucji Darwina okazało się jednak, że teoria ewolucji jest kompatybilna z chrześcijaństwem. Tak kościół dostosowywał się do nowych warunków i przestawał być kontrrewolucyjnym sojusznikiem arystokracji, a stawał się kontrrewolucyjnym sojusznikiem burżuazji.
I swoją rolę wypełniał wzorowo. W każdym kraju, gdzie odbyła się jakiegoś rodzaju rewolucja socjalistyczna, kościół wykonywał kontrrewolucyjne działania, często poprzez dezinformację wiernych i wmawianie im kompletnych bzdur dotyczących domniemanych celów rewolucji (na Kubie kościół wmawiał ludziom, że rewolucjoniści upaństwowią wszystkie dzieci i odbiorą rodzicom prawa do nich; w Rosji kościół wmawiał chłopom, że w kolektywnych farmach wszyscy będą musieli spać razem pod wielkim kolektywnym kocem; takich absurdów można znaleźć wiele, a ludzie, dla których ksiądz był najwyższym autorytetem i którego darzyli zaufaniem, często w to wierzyli).
No więc jak to jest z tym katolicyzmem i patriotyzmem? Pierwotnie kościół katolicki był narzędziem dominacji i zniewolenia ludu żyjącego na polskich ziemiach, który niszczył pierwotne metody organizacji społecznej i kulturę. Lecz dziś ludzie, zdaje się, nie są aż tak bezpośrednio zmuszani do przyjmowania katolickiej doktryny. To oznacza tylko to, że po wielu stuleciach tłoczenia ludziom tych bzdur do głów, ludność zaadoptowała je jako swoje własne i bezpośredni przymus nie jest już konieczny. Dopóki ludzie nie wyrzekną się ich, nigdy nie będą w pełni wolni.
To, że nie można być socjalistą i katolikiem, powinno być oczywiste. Ale jakże możnaby pogodzić katolicyzm z patriotyzmem? Jeśli chcemy jak najlepiej dla ojczyzny, to chyba powinniśmy odrzucać i potępiać narzędzie, które zniewoliło naszych przodków na całe stulecia i które do dziś jest używane do wtłaczania ludziom do głów bzdur, które na pierwszy rzut oka są całkowicie niedorzeczne. Oczywiste jest, że w przypadku sytuacji rewolucyjnej katolicyzm zostanie użyty w celach kontrrewolucyjnych, a wszelkiej maści faszyści będą powoływać się na rzekomą równoznaczność bycia Polakiem a bycia dobrym katolikiem.
Lecz czy można pogodzić socjalizm i patriotyzm z chrześcijaństwem? Czemu nie. Katolicyzm to narzędzie władzy pedofili i kolaborantów z nazistami (oczywiście istniały katolickie jednostki i organizacje, które rzeczywiście pomagały ludziom i wspierały postęp, ale to raczej wyjątki od reguły). Chrześcijaństwo to wiara ludzi uciskanych, to nauka o tym, że trzeba sobie pomagać, trzeba się wspierać, trzeba szukać innych ambicji niż akumulacja bogactwa (którą kościół katolicki potępia w słowach, lecz w czynach jej służy), trzeba stawać po stronie słabszych, że wszyscy ludzie w oczach Boga są sobie zasadniczo równi i zasługują na godne traktowanie – miłość do bliźnich, czyli filary rzeczywistego patriotyzmu, a nie szowinistyczna i fanatyczna wiary w wyższość naszego państwa nad innymi, czy też w to, że Maryja jest królową Polski. Oczywiście, że jest to doktryna, która bardziej komponuje się z socjalizmem niż z katolicyzmem (oczywiście religijna interpretacja świata nigdy nie powinna wpływać na kierunek polityczny). Nie każdy jest jednak gotowy tak po prostu odrzucić katolicyzm – lecz może jeśli chcemy, by ludzie odrzucili katolicyzm, zamiast oczekiwać, że z dnia na dzień staną się ateistami, powinniśmy najpierw pomóc im zostać dobrymi chrześcijanami, a więc i dostrzec kościół katolicki jako zwrócone przeciwko nim narzędzie manipulacji.
ŻEGNAJ OJCZE FRANCISZKU. NIE BĘDĘ TĘSKNIŁ.
Adres:
Róg ulicy K. Marksa i ulicy W.I. Lenina,
Tiraspol 3300,
Mołdawska Republika Nadniestrzańska
anty-kapitalistyczne treści od 1848 ®