20.11.2024

Japoński polityk kontra kobiety

Japoński polityk Naoki Hyakuta współzałożyciel partii konserwatystów, w związku ze spadającym przyrostem naturalnym Japonii zasugerował kreatywne rozwiązanie tego problemu: Ograniczenie dostępu kobiet do wyższej edukacji, zabronienie kobietom małżeństw po 25 roku życia i przymusowe chirurgiczne usuwanie macicy kobietom ponad 30 roku życia, jeżeli nie miały wcześniej dzieci. Te zmiany mogłyby według Naoki „zachęcić” kobiety, by zakładały rodzinę wcześniej.

Na portalu MSN czytamy: „Pani Aromoto powiedziała, że wartości społeczne zmieniają się szybko i wielu ludzi nie rozumie posiadania dzieci jako źródła szczęścia [...] Pan Hyakuta odpowiedział, że aby odwrócić ten trend należałoby zmienić strukturę społeczną i zasugerował, że hipotetycznie, gdyby kobiety odczuwały „limit czasowy” na posiadanie dzieci, wybierałyby posiadanie dzieci w młodszym wieku.”

Takie propozycje możnaby odrzucić jako przejaw męskiego szowinizmu, tak głęboko jeszcze zakorzenionego w Japońskiej kulturze i polityce. Ale byłoby to bardzo naiwne. Należy te pomysły traktować nie jako obrzydliwą anomalię, a raczej jako zwiastun tego, co może nadejść - należy widzieć te pomysły jako symptom kapitalizmu w rozpadzie.

A więc Japończycy nie chcą mieć dzieci. Dlaczego tak się dzieje? Otóż panujący w Japonii skrajny kult zap*erdolu sprawia, że ludzie zwyczajnie nie mają czasu, energii a więc i chęci zakładania rodziny. Młodzi ludzie nie mają czasu na zdrowy i szczęśliwy rozwój długotrwałych związków - bardzo częstym zjawiskiem są zdrady, ponieważ młodzi ludzie nie mają czasu, który mogą poświęcić sobie - zdradzają się więc nawzajem z ludźmi z którymi możliwe jest spędzanie czasu, np. z współpracownikami. Popularna też jest prostytucja, która często zastępuje ludziom jakieś ludzkie zbliżenie się ze sobą, podczas gdy ci nie mają czasu na budowę szczerych i bliskich relacji międzyludzkich. Posiadanie dziecka nie jest też mądrą decyzją z punktu widzenia rynkowego (przecież to po prostu wydatek i niepotrzebne zmartwienie). Ponadto widzimy też szereg problemów, które mniej lub bardziej istnieją we wszystkich innych krajach kapitalistycznych - celem człowieka jest harowanie 8 godzin dziennie (minumum) i perspektywa na przyszłość nie wygląda dobrze (w najlepszym wypadku więcej tego samego, w najgorszym wypadku będzie gorzej). Z jednej strony nadciąga katastrofa klimatyczna, a z drugiej strony klasie pracującej wmawia się, że ma po prostu segregować śmieci i harować 8 godzin dziennie, a nasz Pan i zbawca Elon Musk i jego elektryczne samochodziki sprawią, że wszystko będzie dobrze. Ludzie zwyczajnie nie chcą zakładać rodzin w takich warunkach - nie chcą wciągać nowych istot ludzkich do świata, w którym przyszłość wygląda tak niezachęcająco - gdzie żyje się po to, żeby pracować, a nie pracuje, by żyć, gdzie nie ma jasnego planu na rozwój przyszłości dla której chciałoby się pracować i gdzie posiadanie dzieci pochłania resztę czasu, energii i pieniędzy, jakie ludzie mają.

Gospodarka kapitalistyczna wchodzi więc w poważną sprzeczność sama ze sobą - z jednej strony musi produkować więcej siły roboczej, więcej istot ludzkich, by dalej pomnażać kapitał. Musi więc pomnażać istoty ludzkie. Problem w tym, że kapitalizm tworzy rzeczywistość tak niezachęcającą dla istot ludzkich, że te odmawiają rozmnażania się. Jak więc możnaby rozwiązać problem spadającej dzietności?

Obniżyć godziny pracy, koniec z nadgodzinami, podnieść pensje, walka z toksyczną kulturą pracy, wszelkiego rodzaju dofinansowania dla rodzin z dziećmi, solidny plan rozwoju gospodarki tak, by zapewnić przyszłym pokoleniom lepsze życie i obecnym pokoleniom zachęcającą perspektywę na przyszłość. Niestety, to nie zostanie wykonane, ponieważ takie rozwiązania uderzyłyby w kieszenie najbogatszych. Kapitalistyczny rząd najpierw wypróbuje wszystkie inne możliwości zwiększenia ilości siły roboczej: przede wszystkim wpuszczanie większej ilości imigrantów w charakterze taniej siły roboczej. Gdy to nie wystarcza, na zlecenie rządu rozwija się specjalną aplikację randkową. Jeżeli te rozwiązania nie przyniosą wystarczających skutków, a kryzys zacznie zagrażać istnieniu kapitalizmu (a więc instnieniu klasy kapitalistów) kobiety zacznie zwyczajnie zmuszać się do rodzenia większej ilości dzieci - jak widać, niektórzy politycy już zaczynają rozmyślać o takich rozwiązaniach.

Kapitalizm, gdy znajdzie się w głębokim kryzysie, w taki sposób właśnie uderza w kobiety. Widzieliśmy to np. w trzeciej rzeszy - kapitalistyczna gospodarka doprowadziła do ogromnego bezrobocia. Odpowiedzią nazistów było wydalenie kobiet z pracy, by miejsca pracy przysługiwały mężczyznom, a kobiety mogły poświęcić więcej czasu i energii wychowywaniu mięsa armatniego dla imperialistycznych wojen i siły roboczej dla niemieckich fabryk. Podobnie jak w planach Pana Hyakuta, naziści ograniczyli ilość kobiet, które mogły otrzymywać wyższą edukację. Rząd fanatycznie propagował rolę kobiety w społeczeństwie jako przede wszystkim matki (dzieci, kuchnia i kościół - podsumowywało rolę kobiety w społeczeństwie niemieckie powiedzonko).

Także pomysły pana Hyakuta, jakkolwiek wydają się śmieszne i absurdalne, mogą być odzwierciedleniem bardzo jeszcze odległej przyszłości, która być może czeka na Japończyków.