Michael Parenti

Klasy społeczne i bogactwo

Linki:

CREATING A SUSTAINABLE ECONOMY


[...]


Będę mówił na temat, który naprawdę pożera wielu ludzi. Jest centralną pasją ich żyć. Jest środkiem odurzającym. Jest czymś, co jest ważniejsze od czegokolwiek innego – są w stanie za to zabić. Będę mówił o bogactwie. I będę mówił o klasie.

Klasa. Zazwyczaj wśród lewicy, wśród amerykańskiej lewicy, nie można mówić o klasie. Mówimy o klasie w kategoriach: wyższa, średnia, niższa, wyższa klasa niższa, wiecie – grupa statusowa, poziom dochodów itp. Tym, o czym nie można rozmawiać, jest klasa, jako dynamika. O klasie, jako relacji wobec władzy klasowej, władzy społecznej. O tym chcę rozmawiać: klasa i bogactwo.

Czym jest bogactwo? Czym ono jest? Wszyscy jesteśmy nim zainteresowani. Skąd się bierze i czym ono jest? Bogactwo ma dwa główne źródła.

Po pierwsze są nim naturalne zasoby planety, środowiska. To ogromne, podstawowe źródło bogactwa – ziemia i owoce ziemi, lasy, zasoby podziemne, złoża minerałów, inne złoża, zasoby z morza, sól, ryby, energia słoneczna. To są źródła, które jeśli są eksploatowane, stają się bogactwem. Drugim źródłem jest ludzka praca. Nie ma tak naprawdę żadnego naturalnego zasobu, który sam wskakuje nam prosto do ust, a na pewno nie ma takiego, który sam wskakiwałby nam do portfeli i do kieszeni. Nawet zbieranie pożywienia w bujnym, żyznym terenie wymaga pracy – pracy zbieractwa. Praca więc jest tym drugim ważnym składnikiem – praca dodaje wartość użytkową zasobom. Sprawia, że stają się dosięgalne, sprawia, że można je konsumować – i dzięki temu sprawia, że można je sprzedać na rynku.

Praca również dodaje wartość rynkową. Potrafi przekształcić bezużyteczne drzewo… Czy drzewo jest bezużyteczne? To znaczy… może być wartościowe, jest piękne, jest ważne dla naszego przetrwania, zdrowia, środowiska… ale dla rynku? Dla rynku jest bezużyteczne, chyba że jest na posesji, której wartość powiększa. Ktoś sprzedaje ci posesję i mówi: O patrz, masz też tutaj piękny dąb. Dodaliśmy za niego tysiąc dolców do ceny. Ale mówiąc ogólnie, tym, co przekształca drzewo w towar, który można sprzedać, jest ludzka praca, która jest potrzebna, by je ściąć, przekształcić w drewno, przekształcić to drewno w meble; praca, która wchodzi w reklamy, w sprzedaż, w transport. Wszystko to dodaje wartość temu drzewu.

W społeczeństwach zbieracko-łowieckich, a nawet we wczesnych społeczeństwach rolniczych nie było za wiele okazji do gromadzenia bogactwa. Na przykład, jeśli byłeś Indianinem, możesz chcieć posiadać dwa, trzy konie. Ale nie mogłeś posiadać dwustu, nie dałbyś rady o nie zadbać. Nie miałbyś ku temu żadnego powodu. W tych społeczeństwach, z grubsza, panowała równość. Dla każdego było miejsce przy ognisku, przy komunalnym stole. Jeśli był dostatek, był on dzielony przez wszystkich, bardziej lub mniej. To znaczy, być może myśliwy, który upolował bizona, mógł pierwszy wybrać dla siebie kawałek mięsa, ale mięsa było dla wszystkich. Jeśli był niedostatek, jeśli nie możemy znaleźć stad bizonów, jeśli pola nie dają plonów, jeśli jest głód – to również było dzielone przez wszystkich. To jest tym, co niektórzy nazywają prymitywnym komunizmem.

W późniejszych społeczeństwach rolniczych, kiedy rozwinięto rolnictwo i produkowano nadmiary, kiedy używano większych połaci ziemi, kiedy powstały osady i miasteczka, większe koncentracje ludności w urodzajnych dolinach, rozwinął się handel i zaczęło gromadzić się bogactwo – wtedy jesteśmy świadkami bardzo dziwnego i niefortunnego fenomenu. Mianowicie, że ci, którzy mają nadmiar, dostatek, zamiast się nim dzielić, stają się bardziej zaborczy. Nadmiar i akumulacja stymuluje impuls akumulacji. Ci, którzy mają wielkie połacie ziemi, wielkie stada zwierząt, chcą jeszcze więcej ziemi i jeszcze więcej stad. A żeby się upewnić, że mogą je zatrzymać, potrzebują kasty strażników, którzy będą strzec tego bogactwa, przed tymi, co go nie mają. To początek państwa i początek społeczeństwa klasowego.

W zaawansowanych społeczeństwach rolniczych robią coś jeszcze. Używają przemocy i siły, by zwerbować ludzi do tak zwanej mordęgi, by harowali na ich plantacjach, w ich kopalniach i tak dalej. Ci ludzie są niewolnikami i niewolnicy tworzą bogactwo swoją pracą, tworząc te wszystkie rzeczy i konsumując z nich tylko tyle, by utrzymać się przy życiu.

Tak więc społeczeństwo klasowe, konflikt klasowy – to są zakazane określenia w kulturze politycznej ameryki. Nawet wśród nas, którzy udają, że są po lewej stronie – od nich też za wiele o tym nie usłyszycie. Ale myśląc o klasie jako coś więcej niż tylko kategoria socjologiczna, kategoria dochodu – tak jak mówiłem, o klasie niższej, średniej, wyższej klasie średniej – myślenie o klasie jako o dynamicznej współzależności mającej związek z bogactwem. Myśląc o klasie w ten sposób, klasa nie jest już kategorią, lub statusem – jest relacją społeczną. Nie ma czegoś takiego jak klasa w izolacji. Nie można mówić o niewolnikach, nie mówiąc o ich właścicielach. Nie można mówić o królach, nie mówiąc o ich wasalach i chłopach. Nie można mówić o szefach korporacji, nie mówiąc o pracownikach korporacji. To, co ich rozróżnia w każdym z tych przypadków, to ich relacja z trzecim aspektem. Co rozróżnia tę garstkę, która posiada i tych wielu, którzy pracują dla tych, którzy posiadają? Tym, co ich rozróżnia, jest ich relacja z trzecim aspektem – ze środkami produkcji, to znaczy – z bogactwem, z państwową władzą, z ziemią, z kopalniami, z młynami, z dobrami i usługami. Są ci, którzy posiadają rzeczy i są ci, którzy pracują dla tych, którzy posiadają rzeczy – którzy nie mają nic, więc sprzedają swoją siłę roboczą. To jest większość z nas – to jest to, co musimy robić. Musimy znaleźć pracę, profesję, jeśli mamy zamiar zapłacić czynsz, czy coś podobnego.

Kapitał istnieje w dwóch postaciach. Jest kapitał produkcyjny – to jest ziemia, kopalnie, młyny, wszystkie te rzeczy – materialny aspekt produkcji. I oprócz tego jest kapitał finansowy. Celem współczesnych kapitalistów, celem współczesnych międzynarodowych korporacji nie jest kapitał produkcyjny ani produktywność sama w sobie. Ich celem jest akumulacja finansowa. Jeżeli maksymalizacja akumulacji finansowej oznacza intensyfikacje produktywności, zrobią to. Jeśli maksymalizacja akumulacji finansowej oznacza, że pewne rzeczy należy z produkcji usunąć, zrobią to. Deindustrializacja całych obszarów, skupowanie dóbr publicznych Europy Wschodniej, a potem ich sprzedawanie, deindustrializacja i zamykanie ich, ponieważ nie chcesz, by ich przemysł stali konkurował z twoim przemysłem stali, ponieważ nie chcesz, by ich przemysł kopalniany konkurował z twoim przemysłem kopalnianym, ponieważ nie chcesz ich kolektywnych farm, by konkurowały z twoim rolnictwem. Więc skupujesz je i zamykasz interes – widzieliśmy to w całej Europie, teraz to się dzieje w Serbii, która otrzymała wszystkie błogosławieństwa wolnego rynku i kapitalistycznej demokracji.

David Broderick, były dyrektor US Steel powiedział to bardzo ładnie. Słyszałem go raz w telewizji. Powiedział: US Steel nie jest w biznesie robienia stali. To było bardzo mądre. Usiadłem na brzegu mojego krzesła. Czy naprawdę to powie? I wiecie co? Powiedział to. Ale nie powiedział, że US Steel jest w biznesie robienia zysku. Nie, nie. Powiedział coś lepszego. Powiedział, że US Steel jest w biznesie robienia najwyższego możliwego zysku dla swoich udziałowców. To jest ich biznes. To jest biznes US Steel. To jest biznes General Motors. I General Electric. I General Dynamics. I wszystkich innych Generals: ich biznesem, jest upewnić się, że ci, którzy mają, będą mieć jeszcze więcej – najwyższy możliwy zysk.

Jednym z kluczowych narzędzi procesu akumulacji jest konwencja znana jako pieniądz. Uczono mnie w szkole, że pieniądze są środkiem wymiany. To sposób, w jaki handlujemy i wymieniamy dobra i usługi. I to brzmi bardzo ładnie, bardzo neutralnie. Pieniądz jest środkiem wymiany. Pieniądze mogą być użyte dla dobra albo zła. Możesz użyć pieniędzy, by wybudować szpital, albo, by przekupić urzędnika. Możesz użyć pieniędzy, by zaoferować stypendia, albo by korumpować, zabijać, czy cokolwiek. Właściwie, po głębszym namyśle, doszedłem do wniosku, że pieniądze nie są neutralną rzeczą. Pieniądze same w sobie, z racji ich własnej natury, historyczne w społeczeństwach klasowych, stają się narzędziem abstrakcji, mobilizacji i akumulacji bogactwa. W przeciwnym razie nie wymyśliliby ich, nie goniliby tak za tym. W dawnych czasach bogactwo składało się głównie z ziemi, plonów, stad, futer, srebrnych talerzy, złotych kubków, biżuterii i tak dalej – można było akumulować tylko jakąś ilość i zrobić z nią tylko pewne rzeczy.

Lecz wyabstrahowane od materii bogactwo – pieniądze – staje się bardzo giętkim, bardzo potężnym, bardzo mobilnym narzędziem akumulacji. W świecie bogatych i biednych nie ma nic neutralnego w pieniądzach. Tak samo jest z technologią. Mówią, że technologia to neutralne narzędzie – może być użyte dla dobra, albo zła. To nie prawda. Technologia jest rozwijana w ramach struktury społecznej. Technologia jest rozwijana przez tych, którzy posiadają i kontrolują technologię – którzy mają wiele pieniędzy. I oni rozwijają technologie inwigilacji, wojny, autopromocji i marketingu. Do tego głównie używają technologii.

Słuchałem ostatnio kogoś, kogo uważam za id prawicy. Wiecie, podejdźmy do tego z Freudowskiej perspektywy. Jest super-ego, które nadaje cały błysk, wszystkie obłudne pozory oraz jest ego, które próbuje to wszystko uzasadnić i tak dalej. I oprócz tego, jest id – ta surowa, prymitywna prawda. Słuchałem id prawicy. Rush Limbaugh. Mówił, że to, co mamy w Ameryce, to gra o sumie stałej. Jeżeli jest więcej dla tych wielkich kolesi na górze – i tak apropo, on jest multimilionerem; nigdy o tym nie mówią. Nigdy nie wychodzą, nie stają i nie mówią – tak przy okazji, to ja sam jestem jedną z tych tłustych, chciwych świń. Powiedział – jeśli jest więcej dla nich, to jest też więcej dla nas. Ciasto jest większe, więc dostajemy większy kawałek. Wschodząca fala podnosi wszystkie statki. Wiecie, jest też inne powiedzenie – wschodząca fala topi wiele statków i wielu ludzi.

W rzeczywistości to może być gra o sumie stałej i zaraz wam wyjaśnię dlaczego. Zanim zanurkujemy głębiej w dyskusję o kapitaliźmie, posłuchajmy o duchu przedsiębiorczości. Co o tym gościu, który ma pomysł i tworzy towar i znajduje dla niego rynek i zatrudnia ludzi i zapewnia miejsca pracy. Zawsze mówią to z takim nostalgicznym, śpiewnym tonem: miejsca pracy, przyczynia się do rozwoju społeczności. Na tym etapie wasze oczy robią się już pewnie wilgotne, więc zawsze muszę powiedzieć: nie mówię o tych ludziach. Nie mówię o „mama-i-tata prowadzą biznesik” kapitaliźmie. Okej? Lenin to podkreślał: pięć milionów małych biznesów nie znaczy nic. Kilka ogromnych karteli oznacza wszystko. Mówię o tych ludziach, którzy mają mięśnie. Nie mówię o wiewiórkach, które tańczą wraz ze słoniami i są rozdeptywane. Trzysta, czterysta małych biznesów rozdeptywanych tygodniowo. A nadal pojawiają się nowe wiewiórki. Nadzieja umiera ostatnia. Mówię o słoniach, o tych, którzy rozdeptują. Mówię o międzynarodowych monopolach, finansach, kapitale, rzeczywistości, a nie przedsiębiorczej mitologii.

Dla nich w pewnym sensie jest to gra o sumie stałej. Wielkie bogactwo tworzy wielką biedę. To nie jest po prostu niewinne zestawienie. Zawsze wytykamy to zestawienie. Zawsze mówimy: czy to nie jest tragiczne – tyle bogactwa, zaraz obok takiej biedy? Tak jakby one po prostu stały obok siebie w po prostu wstydliwym kontraście. Nie – wielkie bogactwo powoduje wielką biedę. Nie można mieć wielkiego bogactwa bez biedy. Nie można mieć bogatych właścicieli niewolników mieszkających na wielkich plantacjach, bez ubogich niewolników. Nie można mieć panów na zamku, bez chłopów, którzy harują dla nich. I nie można mieć ogromnych, międzynarodowych korporacji, jeżeli nie ma się pracowników, którzy całe życie wiążą koniec z końcem, a na koniec życia otrzymają mizerną, skromną emeryturę, jeśli mają wystarczająco szczęścia.

Klasa bogaczy nie siedzi po prostu z tym bogactwem, nic z nim nie robiąc. Tłumaczą swoje bogactwo na siłę polityczną, społeczną kontrolę i międzykulturową hegemonię. Z czasem to wciąż rosnące bogactwo i wciąż rosnący apetyt na bogactwo idzie za granicę. Musi szukać innych miejsc, by zdobyć surowce, by wyzyskać jeszcze tańszą siłę roboczą, zwłaszcza kiedy pracownicy w kraju zaczną mieć wszelkiego rodzaju niedorzeczne, głupie i marnotrawcze wymagania, takie jak pensja, za którą można wyżyć, fundusz emerytalny, urlop, przestrzeganie zasad BHP, przepisy dotyczące ochrony konsumenta i środowiska. Kiedy to się zatrzyma? Co oni robią? Skąd to marnotrawstwo? Każdy dolar wydany na tego typu idiotyzmy to jeden dolar mniej w mojej kieszeni.

Więc idę do Indonezji. Do Haiti – tam, gdzie mogę zapłacić ludziom nie 15 dolarów za godzinę, a jeden dolar za godzinę. Tam idę. Idą więc za granicę i tam też jest to gra o sumie stałej. Imperium przynosi wielkie bogactwo klasie inwestorów i wielki wydatek ludziom kraju imperialistycznego. Proces imperium nazywa się imperializmem. Imperializm jest wtedy, gdy interes klasy rządzącej jednego kraju wywłaszcza lub wyzyskuje ziemię, pracę, surowce, rynki, kapitał i technologię innego kraju. Tym jest imperializm.

Lecz te interesy klasy rządzącej robią ludziom innych krajów to samo, co robią ludziom tego kraju. Patrycjusze plądrują odległe miejsca, a my, zwykli ludzie, jesteśmy bardzo zaangażowani w imperium pod względem jego kosztów. Oni otrzymują korzyści, a my ponosimy koszta. My płacimy podatki i my płacimy krwią. Imperium żeruje na republice. Imperium ma więcej potęgi, więcej przepychu, większą skalę, większy zasięg, więcej siły uderzeniowej niż kiedykolwiek wcześniej. To jeden z cudów ludzkiej historii. A republika ma publiczne szpitale, które są zamykane. Publiczne szkoły, które są zamykane. Ma dzieciaki, które nie miały jednego nauczyciela przez lata, ale za to miały 15 różnych zastępców przez trzy miesiące. Ma szkoły, które nie mają wystarczająco podręczników; szkoły, w których przeciekają dachy; Mieszkalnictwo tak nędzne, że mamy setki tysięcy bezdomnych żebraków w imperium, które jest tak wiecznie bogate.

[…]



A więc, przez ogromną część historii przywódcy kapitalistycznych państw byli zainteresowani trzema rzeczami. Po pierwsze – wyzyskać wartość dodatkową z ludzkiej pracy. Wyzyskać bogactwo – wszystko, co oszczędzamy przełożyć z rąk wielu, do skarbonek niewielu. Ten cały proces – gwarancje kredytowe i subsydia eksportowe… one też są częścią akumulacji kapitału.

Po drugie, drugą funkcją państwa jest chronić ten cały system akumulacji i redystrybucji bogactwa w górę. Drugą funkcją państwa jest trzymać w nienaruszeniu system klasowej kontroli i wyzysku, tłumić opór i dysydentów, a kiedy to stanie się zbyt trudne, dokonać ustępstw, wdrożyć zmiany, które pomagają ogólnemu systemowi kapitalistycznemu istnieć w nienaruszeniu, ale z odrobinę bardziej sprawiedliwą dystrybucją pensji i bogactwa. To nie jest klasowa opresja – to się nazywa walką klas. Kiedy ludzie walczą i odnoszą sukcesy, a ludzie na szczycie mówią – łoł, robi się naprawdę gorąco, lepiej zaakceptujmy niektóre z ich wymagań.

Ta druga funkcja: funkcja systematycznej konserwacji systemu ekspropriacji jest dokonywana przez symboliczną manipulację, kontrolę informacji, państwo policyjne, kontrolę prawa i sądownictwa i przez inne pomocnicze instytucje.

Jest jeszcze trzecia funkcja kapitalistycznego państwa – i ta uważam, że jest bardzo interesująca, ponieważ wydaje mi się, że jest bardzo przeoczana przez reakcjonistów, którzy są dziś u władzy. Nazywają ich konserwatystami, ale nie rozumiem tego. Dlaczego konserwatyści? Konserwatystą jest ktoś, kto nie chce żadnego rodzaju zmiany, ponieważ nie chce żadnego naruszenia swoich praw i przywilejów. Ci kolesie chcą zmian wszędzie. Nazywają je reformami, ale oni chcą reformy cofać. Robią wszystko, by wycofać ubezpieczenia społeczne, chcą cofnąć ochronę środowiska, Clean Air act. Podważają Wetland Bills. Podważają przez reinterpretację wytycznych. Zrobią to w ten lub w inny sposób. Wszystko cofają.

Nauczyli się z czasów Newta Gingricha, że jeśli spróbują zrobić to za jednym, wielkim zamachem, przez republikańską rewolucję wyczyścić to wszystko – to może obrócić się przeciwko nim. Nawet wśród własnych republikanów usłyszą głosy – łoł, poczekajcie chwilę. Lubię świeże powietrze, czyste powietrze. To właśnie stało się Gingrichowi – ci farmerzy pisali do niego: co ty robisz ze środowiskiem, ty chory pojebie? Więc teraz robią to pokojowo, pokojowo, pokojowo. Ale to są reakcjoniści. Tym właśnie są. I ci reakcjoniści zapomnieli o trzeciej funkcji kapitalistycznego państwa, którą jest – chronić klasą rządzącą przed sobą samą. Chronić ją przed własną chciwością, tak, by pasożyt nie zabił organizmu, którym się tuczy.

Kapitalistyczne państwo musi zapobiec klasę kapitalistów przed pożarciem samej siebie – to jest to, co dzieje się teraz z Enronem, Halliburtonem, Harkenem – aktywistyczny element klasy inwestorów, który dosłownie wywłaszcza nie tylko podatników i pracowników – inni inwestorzy mówią: po co martwić się produkowaniem samochodów i lodówek; trzeba przejmować się tym, że trzeba to wszystko sprzedać i mieć zysk. Chodźmy po prostu tam, gdzie jest kasa – podepnijmy się pod strumienie pieniędzy. Dawajcie. Chodźmy do tych, którzy mają pieniądze, inwestycje, fundusze emerytalne – i okradnijmy ich. I zostali przyłapani na plądrowaniu przychodów inwestorów – mówimy o miliardach i miliardach dolarów. Wielu z nich, to byli mali inwestorzy – inwestowali w swoje emerytury i tak dalej.

To jest prawdziwe przestępstwo, które jest teraz rozpatrywane i niektórzy z tych kolesi będą musieli wykonać godziny prac społecznych. Będziemy wobec nich naprawdę surowi. Myślicie, że żartuję? Spójrzcie na Argentynę. Pamiętacie, co wydarzyło się w Janine kilka lat temu? Moim zdaniem był to przypadek porażki państwa kapitalistycznego w zadaniu obrony samego siebie przed kapitalizmem. Wszystkie emerytury i oszczędności i fundusze w Argentynie – ta klasa inwestorów po prostu ukradła. Nie rozumiecie. Mamy tu do czynienia z ludźmi, którzy są nie do nasycenia. Mamy do czynienia z ludźmi, którzy są absolutnie bezwzględni. Mamy do czynienia z nałogowcami. To nie jest prawdą, że najgorszym nałogiem w Ameryce jest kokaina, czy heroina, papierosy, czy alkohol. Najgorszym, najbardziej okaleczającym, najbardziej niszczącym nałogiem jest bogactwo. Ci ludzie są po prostu poza kontrolą. Po prostu chcą więcej i, więcej i więcej – i nie różnią się w tym wcale od innych klas rządzących w historii. Jeżeli jest jedna rzecz, której historyczne klasy rządzące chciały, jest to wszystko. Chcą wszystkiego. A kiedy już mają wszystko – chcą więcej. Chcą złotych kielichów, z których mogą pić. Chcą tysiącdolarowe banknoty, do zapalania swoich cygar. Oczywiście klasy rządzące wyciągnęły lekcje z czasów baronów–rozbójników. Nie podchodzą do tego już tak tępo i surowo, ale są nadal tak samo bezwzględni w swym oddaniu wobec akumulacji bogactwa.

I to myślę, że jest kluczową różnicą pomiędzy Demokratami i Republikanami. Demokraci są partią kapitalistyczną. Powiedzą ci, że nie są aż tak kapitalistyczni – ale tym, czym się różnią, jest to, że widzą tę trzecią funkcję jako coś ważnego – widzą, że ważne jest, aby państwo czasem okiełznało zachłanność klasy rządzącej.

Na Filipinach istnieją tak zwane strefy wolnego biznesu. Przyjeżdżają na wyspy, gdzie żyją społeczności, które mają sady, gaje, ryby i rolę. Żyli tam przez kto wie ile stuleci i żyli dobre życia. A ci wchodzą tam i wypędzają ludzi z własnych ziem, używając tych sfałszowanych dokumentów i pozyskują całe drewno. W tropikalnych rejonach nie można bez tych drzew przeżyć – wycinka zamienia te miejsca w pustkowia – jest to złe dla ekologii i dla powietrza. Ci ludzie wypędzani są do slumsów i tam właśnie wolny rynek, międzynarodowy korporacyjny wolny rynek robi swoje – goni za zyskami i niszczy ludzkie życia, ludzkie społeczności, sposoby życia i środowiska.

Imperium nie jest więc celem samym w sobie. Napisałem książkę „Against Empire” – została wydana parę lat temu i ludzie mówili mi: oo, Parenti, ufff, znowu przesadzasz. Ale zauważyłem – zauważyłem, że teraz są ludzie z Hoover Institute, którzy piszą w swych książkach o imperium. Mamy prawicowych ekspertów, którzy przepełniają nasze media, i mówią o tym, że jesteśmy imperium. Musimy się do tego przyzwyczaić, zmierzyć się z tym i zacząć zachowywać jak imperium i musimy utrzymać naszą wiarygodność jako imperium.

No więc do czego to imperium służy? Nie jest ono celem samo w sobie – jest narzędziem. Tak samo, jak było nim rzymskie imperium, brytyjskie imperium i hiszpańskie imperium. Jest to instrument wyzyskiwania i przechwytywania bogactwa. Jest to instrument imperializmu.

Max Weber był konserwatywnym teoretykiem społecznym – nie był marksistą. Przytoczę jego cytat. Napisał to w 1912. „Pytaniem jest, w jaki sposób jest nasza wolność i nasza demokracja jest na dłuższą metę w ogóle możliwa pod dominacją wysoce rozwiniętego kapitalizmu”. To pytanie, panie i panowie, bracia i siostry, to pytanie jest nadal z nami: jak obronić i rozwinąć polityczną i ekonomiczną demokrację w obliczu korporacyjnej dominacji ekonomicznej? Cóż – istnieje nie tylko klasowa opresja, ale i walka klasowa. Lud walczy. Demokracja jest pięknym wynalazkiem, by bronić się przed opresją i zubożeniem spowodowanym przez bogactwo i nadużycia bogactwa. Ale demokracja to o wiele więcej niż tylko elekcyjne i reprezentatywne procedury. Ma treść i zawartość. Dadzą ci procedury. Możemy mieć wybory na prezydenta, na łapacza psów, na to i na tamto, elekcje wszędzie. Ale demokracja to musi być coś więcej niż rząd prowadzony przez ludzi. To musi być rząd prowadzony dla ludzi – dla ich potrzeb, dla ich socjo-ekonomicznego dobrobytu, jeśli ma to być prawdziwa demokracja. Dzisiejsi rządzący utrzymują wizerunek demokracji, jednocześnie podważając i obalając jej treść, cofając ekonomiczne przywileje, które uzyskaliśmy w ostatnim wieku. A kiedy ludzie próbują organizować się i przeciwstawiać temu cofaniu – wtedy atakują. Dokonują ataków przeciwko naszym demokratycznym prawom. George Bush podsumował to w swój niezrównany sposób. Powiedział: z pewnością o wiele łatwiej byłoby rządzić, gdyby była to dyktatura. I wydaję się, że w tym kierunku zmierzają.

Nie myślcie nawet przez chwilę, że naszych reakcjonistycznych władców nie obchodzi to, co myślimy. To jest dla nich najważniejsze zmartwienie. Oh, jak ich to obchodzi. Oh, jak nas obserwują. Oh, jak próbują utrzymać nas przekonanych do swych kłamstw, próbują nam wejść do głów, przez cały czas wchodzą nam do głów. Próbują nam zamknąć usta przez cały czas, machają nam flagą przed twarzą, manipulują, udają, wysyłają naszych chłopców i dziewczęta na śmierć w jakichś krainach, których połowa z tych dzieciaków rok temu nie potrafiła nawet wskazać na mapie.

Do pewnego stopnia, panie i panowie, do pewnego stopnia wszystkie reżimy opierają się w ostateczności na opinii publicznej. I kiedy ta opinia zmienia się, kiedy wsparcie zanika, wtedy ci władcy muszą zwolnić, muszą schować swoją arogancję, muszą udawać, że współdzielą nasze zdenerwowanie i nasze zmartwienia – i są tak samo zmartwieni, jak mi wszyscy, obiecuję. A żeby utrzymać wiarygodność swych pretensji, muszą podjąć działania, muszą dokonać ustępstw, których wcale nie chcą dokonywać. To jest to, co musimy robić – musimy kłaść nacisk, agitować, rzucać naszą opinię w świat na dwóch poziomach: horyzontalnie, musimy budować szerszą bazę, która wertykalnie uderzy w nich i da im znać, jak się czujemy i co czujemy. A kiedy ludzie będą gotowi dowodzić, dowódcy w końcu podążą. Dziękuję bracia i siostry.

Dodatkowe informacje

Michael Parenti w swoim wykładzie pod tytułem „Creating a Sustainable Economy” poświęca wiele czasu zagadnieniom bogactwa, władzy i klas społecznych. Dzisiaj posłuchamy fragmentów tego wykładu, które skupiają się na tych tematach.

Wersja PDF