Ryszard Kapuściński

Będziemy pławić konie we krwi

„Jeżeli nas zaatakują — będziemy się bronić. Będziemy się bronić tak, że nasze konie będą się pławic po nozdrza we krwi. I przysięgam wam tutaj, że nie będzie to tylko nasza krew”. (Z przemówienia ministra obrony Republiki Południowej Afryki, J. Fouche). „Zgodnie z niniejszym zarządzeniem zabrania się, aby studenci medycyny, nieposiadający białej skóry, dokonywali sekcji zwłok zmarłych białych. Studiowanie anatomii dla niebiałych studentów może dokonywać się w prosektoriach tylko na zwłokach niebiałych”. (Z zarządzenia Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego RPA) „....Najpierw położono mnie na żelaznym stole i włączono prąd — zacząłem wić się w konwulsjach. Ocucili mnie zimną wodą. Potem dwóch policjantów powiesiło mnie nogami do sufitu, a dwóch innych kopało moją głowę jak piłkę. Nie wiem, co było potem”. (Z zeznań Sikave Mashiklehele na procesie trzydziestu Afrykanów w Krosdorp). „...Grupy Zulusów pojawiły się na ulicach Durbanu ścigając kobiety afrykańskie, które miały usta umalowane szminką. Kobiety te łapano i zdzierano im szminkę z ust przy pomocy szklistego papieru. Wypuszczano je z zakrwawionymi twarzami i przywieszonym na plecach napisem: «CHCIAŁAM BYĆ PODOBNA DO BIAŁEJ KOBIETY»” (Dziennik „Daily News") „....W pewnym momencie na ekranie ukazał się biały człowiek, który podszedł do czarnego i podał mu rękę. Film wyświetlano na uniwersytecie Oranje — na sali byli tylko biali studenci. Wśród wycia i okrzyków protestu wszyscy wstali i opuścili salę. Przerwano film. Czy nasza cenzura nie mogłaby być bardziej czujna i nie puszczać na ekran tak haniebnych scen?” (Z listu czytelnika do „Die Burer”). „....W 1962 roku sądy Południowej Afryki wydały w stosunku do Afrykanów 348 497 wyroków skazujących. Oznacza to, że codziennie 1054 Afrykanów stojących w ławach oskarżonych wysłuchiwało wyroku na siebie. W ciągu ostatnich pięciu lat przed sądami RPA stanęło blisko cztery miliony Afrykanów — ponad jedna trzecia całej ludności Afrykańskiej tego kraju”. (Dziennik „Star"). „...Na jednej z ulic Johannesburga zaczepiłem białego policjanta i mówię mu: panie, czy pan wie, że już niedługo tacy jak pan będą w tym samym miejscu wisieć na latarni? Bez słowa zaprowadził mnie do wozu policyjnego i odwiózł do szpitala dla umysłowo chorych”. (Z relacji H. Papwortha, byłego kandydata Labour Party do parlamentu brytyjskiego). „... Jest coraz więcej książek, które rząd umieszcza na indeksie. Książki te są natychmiast palone we wszystkich bibliotekach. Ostatnio w naszej bibliotece spaliliśmy książki takich autorów, jak Hemingway, Caldwell, Tolstoj, Dostojewski, Faulkner-pokazują one bowiem białego człowieka w niewłaściwym świetle”. (Rozmowa korespondenta „Cape Times” z kierownikiem biblioteki publicznej w Cape Town). „CZŁOWIEK, KTÓRY BYŁ BIAŁY, JEST ZNÓW BIAŁY. Trwająca dwa lata agonia strachu zakończyła się dla dwudziestoletniego mieszkańca Durbanu D. B. szczęśliwym wyrokiem Sądu Najwyższego RPA, który uznał D. B. za białego. D. B. posiada białych rodziców, jednakże został pomyłkowo sklasyfikowany przez Biuro Dowodów Tożsamości jako kolorowy. Były to koszmarne lata na pograniczu życia i śmierci wspomina ten okres D. B.” („Rand Daily Mail”). „...Już nazajutrz po otwarciu wystawy (wystawa poświęcona pamięci getta Warszawy na Uniwersytecie Witwaters Rand koło Johannesburga) do sal wtargnęły gromady białych studentów z kubłami farby. Wszystkie zdjęcia obrazujące zbrodnie nazistów zostały zerwane i podarte, a ściany zamalowane swastykami”. (Z relacji asystenta uniwersytetu dla dziennika „Star”). „...Musi pan wiedzieć, że Południowej Afryki Zachód nie pozwoli ruszyć za cenę światowej wojny. W roku 1963 wydobyliśmy złota o wartości miliarda dolarów. Na naszym złocie opiera się cała strefa szterlingowa. Odebrać złoto Południowej Afryki to znaczy złamać światową strefę szterlingową”. (Przemysłowiec z Południowej Afryki w rozmowie). „...Żyłem z tą kobietą dwadzieścia pięć lat. Dwadzieścia pięć lat kochałem tę kobietę, która jest dziś kobietą starą. I ja jestem starym mężczyzną. Mamy dzieci i mamy wnuki. Nigdy nie sądziłem, że popełniłem przestępstwo. To wszystko, co mam do powiedzenia”. (Z zeznań sześćdziesięciosiedmioletniego białego, Johna de Lange, sądzonego przez sąd w Durbanie za posiadanie żony Afrykanki. Wyrok - trzy lata więzienia). „... Jeżeli czarni podniosą głowę my podniesiemy pancerną pięść. Stosunek jest 1:4, ale my jesteśmy uzbrojeni po zęby, a oni nie mają nic. Zostaną wysiekani tak, że będziemy ich musieli importować z zagranicy”. (Z odezwy biura rządzącej partii narodowców na okręg Oranje). „...Nigdy Południowa Afryka nie przeżywała okresu takiej prosperity gospodarczej jak w ostatnich latach. Jeżeli chodzi o białą ludność, RPA znajduje się obecnie wśród pierwszych pięciu krajów o najwyższej stopie życiowej na świecie”. (Ze sprawozdania Izby Handlowej Pretorii za rok 1963). „...Pobyt w tym kraju był dla mnie jak straszny sen. Wywożę z Południowej Afryki te same wrażenia, z jakimi wyjechałem z Niemiec w 1936 roku. To samo uczucie strachu i niepewności, które nie opuszcza nikogo. Te same masowe aresztowania o każdej godzinie dnia. To samo napięte oczekiwanie - kto będzie dziś aresztowany? Ten sam terror policyjnego państwa. Czekam, kiedy na porządku dnia w Południowej Afryce pojawi się masowa eksterminacja i to realizowana w błyskawicznym tempie”. (Dr W. T. Ross Flemington, prezydent Mount Allison University w New Brunswick). „...Opuszczam Południową Afrykę, ponieważ jest hańbą dla białego człowieka mieszkać w tym kraju. Nie sposób przedstawić katalogu ludzkich praw, jakie tu się gwałci. Najbardziej elementarne wartości są w tym państwie deptane i wzgardzone”. (Prof. dr Maxwell Marwick, jeden z twórców antropologii społecznej).

2
Jest to kraj apartheidu - doktryny, która podniosła do godności prawa i zasady wiary najbardziej mroczny z ludzkich intynktów – w s t r ę t r a s o w y. W języku afrykaans „apartheid” oznacza „segregację”, „separację”. Ale jest to separacja w imię dominacji.
Apartheid ma dwie wersje - popularną i „naukową”. W obiegowej, popularnej wersji filozofia apartheidu mówi, że każdy niebiały „to nie jest człowiek”. Hiszpańscy najeźdźcy Południowej Ameryki pisali w sprawozdaniach do Madrytu: „Tak tedy mieszkaliśmy na tej wyspie: bydło, tubylcy oraz ludzie”. Pogląd taki utrzymuje się po dziś dzień nie tylko w Południowej Afryce, ale wśród białych osadników na całym kontynencie. I nie tylko białych. Hindus w Nairobi nie powie o Afrykaninie inaczej niż „black monkey", choćby ten Afrykanin był profesorem uniwersytetu, a Hindus zamiataczem ulic.
W wersji „naukowej", w tej wersji, w jakiej apartheid prezentuje przed światem Afrykaner, teoria ta wygląda następująco: biali i niebiali to są dwie różne rasy, których współżycie w jednym państwie zawsze stwarza groźbę: dla białych - utraty władzy, dla niebiałych - niesprawiedliwości. Z jednej strony biali nie mogą się zgodzić na przyznanie praw politycznych niebiałym, ponieważ spowodowałoby to pochłonięcie cywilizacji zachodniej przez cywilizację tubylczą. Z drugiej strony, skoro tubylec pracuje w przemyśle białych, byłoby niesprawiedliwością odmówić mu praw cywilnych. Ponadto niebiały tak samo, jak biały ma prawo rozwijać swój własny język i kulturę. Gdyby Afrykanina uczynić obywatelem państwa europejskiego (a za takie państwo Afrykaner uważa Południową Afrykę), zamiast być prawdziwym Afrykaninem, stałby się on imitacją Europejczyka. W państwie europejskim Afrykanin nie może mieć równych praw ani posiadać władzy, co jest oczywiście możliwe w odniesieniu do jego afrykańskiego państwa. Dlatego też Afrykanin musi mieć swój własny kraj (homeland), terytorium, które będzie mógł uważać za swoje, w którym będzie mógł osiągnąć najwyższą pozycję, do jakiej okaże się zdolny. Tą właśnie ziemią ojczystą Afrykanina w państwie europejskim są istniejące rezerwaty, którym jednak należy zmienić n a z w ę. Jeżeli Afrykanin opuści rezerwat, aby przyjść pracować w gospodarce Europejczyka, będzie traktowany jako czasowy robotnik napływowy nie posiadający obywatelskich ani politycznych praw. Pozwoli mu to zrozumieć i pamiętać, że po wykonaniu swojego kontraktu w europejskiej Południowej Afryce musi wrócić do swojego rezerwatu. Należy podnieść poziom rezerwatów i pamiętać, że przez dłuższy czas biali będą sprawować powiernictwo nad rezerwatami, ponieważ Afrykanie nie osiągnęli jeszcze stadium, w którym byliby zdolni rządzić się samodzielnie.

3
Dominującą postacią po białej stronie barykady jest w tym kraju - Afrykaner. Cały rząd, policja, wojsko, Kościół panujący i większość parlamentu to Afrykanerzy. Afrykanerzy mówią o Południowej Afryce: „Ons Staad-nasze państwo”, a ich hymn zaczyna się od słów: „Ons vir Suid-Afryka! Żyjemy dla ciebie, Południowa Afryko!” Nacjonalizm Afrykanerów jest fanatyczny, obsesyjny, a ich rasizm graniczy z paranoją.
Afrykanerów nazywano początkowo Voortrekkerami (pionierami), potem Boerami (po polsku również: Burami, to znaczy chłopami, wieśniakami), potem - Afrykanerdami, ale w całej literaturze używa się obecnie nazwy: Afrykaner. Afrykaner jest człowiekiem białym, ale nie uważa się za Europejczyka. Przeciwnie - Afrykaner ubolewa nad Europejczykiem albo się go wstydzi. Europejczycy bowiem stanowią w jego mniemaniu skompromitowaną część białej rasy, jej najsłabszy punkt, jej oportunistyczny, mięczakowaty odłam. Zdaniem Afrykanera Europejczyk jest liberałem, hańbi białą rasę ustępując w Afryce czarnym, jest zdemoralizowany, gdyż w niedziele idzie do kina i restauracji, a co najgorsze – część Europejczyków jest komunistami. Wśród fanatycznych Afrykanerów powiedzenie „jou Europeen!” (ty Europejczyku) jest czymś w rodzaju wyzwiska lub wymówki „ty łajzo!”. Afrykaner może znać jakiś język europejski, ale będzie unikał rozmawiania w tym języku. W sądzie zapytany przez sędziego po angielsku, Afrykaner odpowie tylko w swoim języku - afrikaans. Jeżeli odpowie po angielsku, będzie nazwany przez innych Afrykanerów zdrajcą.
Liczba białych w Południowej Afryce wynosiła w końcu 1960 roku 3 067 638 osób, z tego Afrykanerzy stanowili 52 procent, to znaczy około 1,8 miliona. Ogólna liczba mieszkańców w tym kraju wynosiła w tym czasie 15 841 128 osób Oznacza to, że Afrykanerzy stanowią nie więcej niż 12 procent całej ludności RPA. Mimo tej niewielkiej liczebności Afrykanerzy są ponad wszelką wątpliwość n a r o d e m. Mają oni wspólny język, łączy ich wspólnota historyczna i kulturalna, zamieszkują wspólne terytorium i nawet posiadają odrębną religię. Afrykanerzy są etnicznym i społecznym fenomenem Afryki.
Afrykanerzy są jednym z czterech narodów pochodzenia europejskiego, które osiedliły się na obszarach pozaeuropejskich w wyniku wielkich podbojów kolonialnych epoki rodzącego się kapitalizmu. Trzy pozostałe narody to: amerykański, australijski i kanadyjski. Historyczny rodowód tych czterech narodów jest wspólny, ale ich obecna sytuacja - różna. Amerykanie, Australijczycy i Kanadyjczycy wywodzą się z pnia brytyjskiego, Afrykanerzy - z holenderskiego. Ale główna różnica między nimi polega na czymś innym. USA, Kanada i Australia są uznane za kraje białego człowieka i fakt ten nie jest kwestionowany. Nikt nie domaga się, aby oddać władzę w USA ich prawowitym mieszkańcom – Indianom. Również w Kanadzie i Australii „kwestia tubylcza” nie występuje jako palący problem polityczny. W Południowej Afryce jest inaczej. Państwo to jest uważane przez część opinii za kraj Afrykanów, przez inną część opinii za kraj białego człowieka, a jeszcze przez inną za kraj mieszany: czarnych i białych, tak zwany multi-racial.
Ta różnica sytuacji między Afrykanerem a na przykład Amerykaninem wynika z faktu, że biali Amerykanie stanowią w USA zdecydowaną większość, natomiast biali Afrykanerzy stanowią w RPA zdecydowaną mniejszość. Przyczyna historyczna leży w tym, że obie kolonizacje: amerykańska i afrykańska (zbieżne w czasie i identyczne w swoich zaborczych treściach), różniły się poważnie stopniem nasilenia i rozmachem ekspansji, a także, co bardzo ważne, stopniem napotkanego oporu.
O tym, że Południowa Afryka nie stała się jak USA krajem białego człowieka i że ten biały człowiek stanowi dziś w Południowej Afryce wyraźną mniejszość, zdecydowały między innymi następujące względy:
Potężny opór rodowitych mieszkańców tego kraju - Afrykanów. W Ameryce, w okresie podboju kolonialnego, plemiona indiańskie znajdowały się w stanie rozkładu, wojen wewnętrznych, wzajemnych eksterminacji. W Południowej Afryce odwrotnie - kolonialiści napotykają plemiona Bantu znajdujące się u szczytu potęgi, wspaniale zorganizowane militarnie, zwarte i nieustępliwe. Zanim Afrykanerzy i Anglicy podbili plemię Ksosa, musieli z nim stoczyć dziewięć wojen, z Matabela - cztery wojny, z Zulu - trzy wojny itd. Te wojny ciągną się latami (na przykład z Zulu od 1838 do 1906). Po obu stronach giną dziesiątki tysięcy ludzi. Masowa eksterminacja ludności tubylczej, a więc to, co oczyściło pole i umożliwiło Ameryce Północnej utworzenie kraju białego człowieka, w wypadku Południowej Afryki na skutek zbrojnego oporu jej tradycyjnych mieszkańców okazała się niemożliwa. Biały kolonialista znalazł tyle siły, aby podbić Południową Afrykę, ale okazał się za słaby, aby wejść w jej wyłączne posiadanie.
Inna różnica między podbojem Ameryki i Południowej Afryki: do lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku (odkrycie złota) Południowa Afryka nie jest uważana za kraj wielkich perspektyw gospodarczych. Toteż osadnictwo europejskie nie odbywa się tu na wielką, amerykańską skalę. Południowa Afryka nie kusiła tak bardzo jak Ameryka. W 1865 roku, a więc przeszło sto lat temu, liczba białych w Południowej Afryce wynosi zaledwie 181 tysięcy!
Dalsza różnica: społeczeństwo amerykańskie powstało między innymi z masowej migracji białej siły roboczej z Europy do Ameryki. Do takiej migracji Anglicy nie dopuścili w Południowej Afryce, ponieważ Anglicy są zawsze przeciwni, aby biały człowiek pracował fizycznie w koloniach (kolonializm brytyjski jest przesiąknięty arystokratyzmem, stąd pogląd, że praca fizyczna obniża godność białej rasy w oczach tubylców). Dlatego też napływ białych do Południowej Afryki podlegał zawsze (i podlega do dziś) ścisłym restrykcjom.

4
Zanim Południowa Afryka stała się posiadłością brytyjską, była ona przez półtora wieku kolonią Holenderskiej Kompanii Wschodnio-Indyjskiej. W 1652 roku wysłannik tej kompanii, Jan Van Riebeeck, założył na przylądku Cape osadę — bardziej gospodę niż port — dla statków holenderskich płynących z Europy do Indii Wschodnich i z powrotem. Jest to wiek XVII — złoty wiek Holandii, w tym czasie handlowej i morskiej potęgi europejskiej. Osada rozwija się z latami, a jej zalążek stanowią Holendrzy, Francuzi (głównie hugenoci ukrywający się tu przed prześladowaniami we Francji) oraz Niemcy element kupiecki z portów nadbałtyckich. Naród Afrykanerów ukształtuje się właśnie z przemieszania tych trzech żywiołów: holenderskiego, francuskiego i niemieckiego (z których dominującym jest żywioł holenderski), a język Afrykanerów — afrikaans — jest mieszaniną holenderskiego, francuskiego i niemieckiego (z dodatkiem angielskiego i języków malajskich).
Kolonializm holenderski w Południowej Afryce znajdował się w rękach inicjatywy prywatnej. Holandia jako państwo przegapiła ten kraj. Osadnicy byli zdani na siebie, każdy osadnik mógł sobie utworzyć własne państwo, zająć jakiś obszar ziemi i ogłosić się królem. Afrykanerzy twierdzą dziś, że Południowa Afryka jest wyłącznie ich krajem, ponieważ kiedy tu przyszli, była to ziemia niczyja. Jest to stare kłamstwo, głoszone przez kolonialistów od Ameryki po wyspy Oceanii. Natomiast prawdą jest, że Południowa Afryka była krajem o niskim stopniu zaludnienia. Ten stan zachował się nawet dziś, w wieku światowej eksplozji demograficznej. Tak więc ci osadnicy mieli dużo luzu przestrzennego i ideałem Afrykanera było zawsze mieć tyle ziemi, żeby z progu swojego domu nie widzieć dymu unoszącego się z komina domu sąsiada.
Okolice Cape są (obok Natalu) najpiękniejszą częścią Południowej Afryki i może w ogóle całej Afryki. Są to dziś obszary niekończących się winnic, równie imponujących jak winnice południowej Francji (jest to zresztą ten sam klimat śródziemnomorski). W tych warunkach uwaga osadników zwraca się ku rolnictwu, a także hodowli, ponieważ widzą, że mieszkające tu plemiona afrykańskie hodują wielotysięczne stada bydła. Tak właśnie zaczyna się kolonializm: od walki o dobrą ziemię i od grabieży bydła plemionom tubylczym.
Zdani przez Holandię na samych siebie, osadnicy działają przez półtora wieku w pojedynkę lub grupami, nie mając nad sobą żadnej władzy. Oni są sami dla siebie władzą. Sami tworzą prawa i sami zapewniają ich egzekutywę. W tych warunkach Afrykaner staje się anarchistą — jedna z cech, która go najbardziej charakteryzuje po dziś dzień. W tym pierwszym zdezintegrowanym świecie afrykanerskim wytwarza się ustrój patriarchalnego niewolnictwa. Siłą roboczą w rodzinie Afrykanera jest niewolnik kupiony na targu w Cape albo schwytany w walce z plemieniem afrykańskim. Albowiem Afrykanerzy przez cały czas potyczkują się z Afrykanami. Przestrzeni w Południowej Afryce jest dużo, ale dobrej ziemi — mniej. Dzisiaj szacuje się, że zaledwie piętnaście procent obszaru Południowej Afryki nadaje się pod uprawę bez dokonania inwestycji irygacyjnych. Tak jak największą słabością przemysłu Południowej Afryki jest brak w tym kraju źródeł naftowych, tak największą słabością rolnictwa jest tu brak wody.
Walka więc toczy się nie o ziemię w ogóle, ale o dobrą ziemię, zwłaszcza o dobre pastwiska. W tym właśnie miejscu najostrzej ścierają się interesy Afrykanerów i tubylców. Ponieważ i jedni, i drudzy są hodowcami bydła — stąd i jedni, i drudzy potrzebują ogromnych obszarów, na których byłoby dość paszy.
W 1806 roku Anglicy zajmują Cape i kładą kres temu pastersko-anarchicznemu kolonializmowi holenderskich wagabundów. Popularna u nas opinia, że „,Niemcy lubią porządek", powinna się odnosić przede wszystkim do Anglików. Porządek angielski jest jak najbardziej biurokratyczny. Ale nie jest to biurokratyzm bezmyślny, zidiociały, nadęty, ale właśnie biurokratyzm w służbie porządku. Dla Anglików konstytucja, zarządzenie, ustawa, poprawka do ustawy, druga poprawka do tej ustawy, uzupełnienie drugiej poprawki itd. to są teksty święte, urzędnik angielski ma wielką satysfakcję w sporządzaniu i czytaniu takich rzeczy.
Taki właśnie nowy porządek nastaje w Południowej Afryce. Anglia ustanawia gubernatora, władzę administracyjną, wprowadza angielski jako język urzędowy, nakłada podatki, wydaje ustawy... Brytyjska dyscyplina kolonialna zaciska pętlę wokół Afrykanera, który nie znał dotąd pana ponad siebie. Nowy przybysz — Anglik, to już nie ten holenderski prymitywny, siedemnastowieczny chłop czy drobnomieszczanin, z którego wykluwa się właśnie anarchistyczny, chciwy, ciemny Afrykaner. Dzieli ich cała wielka epoka. Jest pierwsza połowa XIX wieku, w międzyczasie przez Europę przewiał liberalizm, było oświecenie i Rewolucja Francuska — zdarzenia, o których Afrykaner, ten zakonserwowany w pustkowiach żywy relikt feudalnej Europy, nie miał pojęcia, ponieważ nawet dziś — w połowie XX wieku — niewiele tutaj wiadomo, co się w Europie dokładnie dzieje.
Pod naciskiem liberalnej opinii publicznej parlament brytyjski znosi w 1836 roku niewolnictwo. Dla Afrykanera jest to cios straszny, podwójny: godzi w całą podstawę jego gospodarki, opierającej się na pracy niewolników, a zarazem godzi w jego religię, wedle której Bóg stworzył czarnego jako niewolnika. Afrykaner dokonuje więc wyboru. Za plecami ma brytyjskiego administratora, przed sobą niezmierzone obszary Afryki. Zaprzęga w jarzmo woły, wsadza na wóz dobytek i rodzinę, sam siada na konia. Obok wozu idą gromadą czarni niewolnicy, a przodem ciągnie wielkie stado bydła.

TAK ODBYWA SIĘ WIELKI TREK.


Ten trek trwa dwadzieścia lat. Afrykanerzy „trekują” w pojedynkę albo gromadami, czasem kolumna liczy sto-dwieście wozów. Jedna z kobiet biorących udział w tym treku, Anna Steenkamp, pisze w swoim pamiętniku, dlaczego Afrykanerzy zdecydowali się na Wielki Trek: „Postawiono niewolników na tej samej stopie, co chrześcijan, co jest przeciwne prawu bożemu i zgodnemu z naturą podziałowi na rasy i kolory skóry. Dla każdego uczciwego chrześcijanina było to tak, jakby kazano mu przyklęknąć, aby zakuć go w kajdany. Dlatego woleliśmy raczej uciec dla zachowania naszej wiary w czystość rasy”. Zostało to napisane w 1838 roku.
Organizacyjnie trek - był ruchem partyzanckim, ideologicznie - ruchem religijnym. Celem treku był podbój kolonialny Afryki, zabór ziemi afrykańskiej, ale dokonany właśnie metodami walki partyzanckiej. Fanatycznie religijni Afrykanerzy szli na ten podbój wmawiając sobie, że są narodem wybranym, któremu Bóg przeznaczył jako nową ojczyznę Południową Afrykę. Była to więc wyprawa do Ziemi Obiecanej, wyprawa krzyżowa kolonialistów afrykanerskich dla oczyszczenia Ziemi Świętej z czarnego barbarzyństwa. Pod względem formy ruch trekerów przypominał chłopskie ruchy społeczne średniowiecznej Europy realizujące swoje cele pod hasłami religijnymi, ale oczywiście treść i sens ruchu trekerów były całkowicie inne: grabieżcze i kolonialne.
Wielki Trek, który wyruszył spod Cape i którego czołówki dotarły aż do dzisiejszego Mozambiku i Rodezji, zostawiał za sobą krwawy ślad. Trekerzy mordowali dziesiątki tysięcy Afrykańczyków, palili ich wioski i zagarniali stada bydła. W czasie tego treku Afrykanerzy zajęli obszar stanowiący dziś połowę Południowej Afryki i założyli w nim swoje trzy afrykańskie republiki: Natal (1841), który im po roku Anglicy za brali, oraz wkrótce potem Oranię i Transwal. Te republiki Anglicy też potem zabierają i zamieniają w swoje kolonie.
Oto bowiem w 1870 roku zaczęto w Południowej Afryce kopać diamenty, a szesnaście lat potem odkryto w Transwalu złoto. Anglia, która patrzy dotąd obojętnie na sukcesy Afrykanerów, zmienia teraz wobec nich swoją politykę błyskawicznie. Złoto i diamenty znajdują się bowiem właśnie na terenie republik afrykanerskich. Do tych republik napływa z całego świata znany z historii kolonializmu element poszukiwaczy złota, kopaczy diamentów itd. Często jest to element przestępczy, kombinatorski, dezorganizujący życie kraju, kosmopolityczny i niezależny. W istocie ci kopacze diamentów posunęli się w 1872 roku do tego, że na terenie Południowej Afryki założyli własną republikę, która się nazywała Republiką Kopaczy. Ten jednak ruch drobnych prywaciarzy został ukrócony i na oczyszczony teren wkroczyły wielkie firmy brytyjskie, wielkie spółki eksploatacji bogactw, kapitał brytyjski i banki brytyjskie.
Był to Nowy Trek, trek wielkiego kapitału brytyjskiego, pierwsza forpoczta nowoczesnego imperializmu zapowiadająca walkę o nowy podział świata. Afrykanerzy, którzy są przecież chłopami, którzy orzą ziemię i doją krowy, szczęśliwi, że mają te swoje republiki, gdzie sami się znowu rządzą i sami znowu ustanawiają swoje prawa - patrzą na ten nowoczesny, przemysłowy ruch w zdumieniu, potem podejrzliwie, wreszcie z nienawiścią. Zaczyna się najpierw wojna podjazdowa. Anglicy chcą wymusić prawo wyłączności na eksploatację złotodajnych terenów. Afrykanerzy odpowiadają na to szykanami, rekwirują transporty żywności dla kopalń brytyjskich w Transwalu, na teren Transwalu żadnemu Anglikowi nie wolno jechać z bronią. Wreszcie w 1899 roku dochodzi do wojny między Afrykanerami a Anglikami.
Wojna ta trwa blisko przez trzy lata i w samych tylko brytyjskich obozach koncentracyjnych ginie z głodu i epidemii dwadzieścia sześć tysięcy afrykanerskich kobiet i dzieci, co do dzisiaj Afrykanerzy Anglikom wypominają. Ta wojna, którą nazwano „skandaliczną”, ponieważ poniżała godność białej rasy zmuszając białych do walki przeciw białym na oczach czarnych, kończy się w 1902 roku formalnym zwycięstwem brytyjskim, ale w rzeczywistości - kompromisem. Co więcej, kiedy w 1910 roku powstaje Unia Południowej Afryki, jej pierwszym premierem jest Afrykaner, generał z wojny brytyjsko-afrykanerskiej, farmer, watażka, samorodny talent wojskowy - Louis Botha. W tym rządzie zasiada: sześciu Afrykanerów i czterech Anglików. Tak więc dzisiejszy reżim Południowej Afryki zrodził się z kompromisu dwóch sił nacjonalizmu Afrykanerów oraz ekonomicznej ekspansji wielkiego kapitału brytyjskiego. Kompromisu, a potem zjednoczenia. Ponad sto lat temu wyruszył Wielki Trek Afrykanerów, aby ogniem i mieczem podbić obszar Południowej Afryki. Ale okazało się, że jest to nie tylko ziemia uprawna, ale i niezwykle zasobna w bogactwa mineralne, w diamenty i złoto. „Odkrycie diamentów w Kimberley w 1870 roku - pisze Leo Marquard - zmieniło bieg historii tego kraju. Pieniądze i ludzie napłynęli szerokim strumieniem. Stopniowo ludzie tacy jak Cecil Rhodes i Barney Barnato opanowali obszary diamentowe i zrobili fenomenalne fortuny, które pozwoliły następnie rozwinąć górnictwo złota Transwalu i rozszerzyć brytyjskie imperium na północ”.
Trzy czynniki kształtują postawę i poglądy przeciętnego Afrykanera:

-JEGO PRZESZŁOŚĆ I OBECNA POZYCJA W KRAJU;


-JEGO KOŚCIÓŁ;


-JEGO PARTIA.


Panujący Kościół Afrykanerów, rządząca partia Afrykanerów i kierowane przez Afrykanerów państwo stanowią jedną i nierozłączną całość. Na tym polega ideowopolityczna istota ustroju Południowej Afryki.
Pierwsza partia Afrykanerów powstaje w 1912 roku, władzę państwową zdobywają Afrykanerzy w 1948 roku, ale Kościół Afrykanerów istnieje od XVII wieku. Właśnie Kościół był tą jedyną instytucją, wokół której przez dziesięciolecia zawiązywała się wspólnota Afrykanerów i formował się afrykanerski duch odrębności narodowej. Afrykanerzy nie mieli dawniej swojego państwa i swoich parlamentów, ale od początku mieli właśnie ten wyłącznie s w ó j Kościół. Z tego Kościoła, w którym zrodziła się cała ideologia afrykanerska i który spełniał dla Afrykanerów rolę wyroczni i przewodnika, wykształciła się potem jako drugie skrzydło narodu - partia polityczna. Ta partia następnie opanowała rządy państwem.
Afrykaner jest fanatycznie religijnym człowiekiem, a jego religią jest kalwinizm. Pierwsi Afrykanerzy, ci chłopi i mieszczanie holenderscy, którzy w XVII wieku przyszli do Południowej Afryki, byli właśnie kalwinami.
Dwa dogmaty kalwinizmu szczególnie zaważyły na światopoglądzie Afrykanera.
Pierwszy to dogmat o predestynacji. Jest to pogląd o absolutnym zdeterminowaniu świata: człowiek rodzi się od razu dobrym albo od razu złym. Jeden rodzi się, aby panować, drugi, aby służyć. Tego nie można zmienić - jest to porządek świata ustanowiony przez Boga. Ten, kto chce go zmienić, jest bluźniercą, którego należy ukamienować. Dogmat o predestynacji mówi dalej, że ten, który urodził się w wierze, jest istotą wyższą od tej, która urodziła się w pogaństwie, ponieważ jest bliższy zbawienia, jako że na nim spoczął palec boży. Z tym wierzeniem Afrykanerzy przybyli do Południowej Afryki. Obraz świata zaczerpnięty z dogmatu o predestynacji objawił im się teraz z całą kontrastową wyrazistością. Oni byli ludźmi wiary, a oto wokół nich roztaczał się świat pogaństwa. Człowiek wiary był biały, poganin czarny. Oto jak Bóg stworzył w swojej mądrości świat: umiłował sobie białych i skazał na potępienie czarnych. Czarny nie może zmienić skóry i nie może zrzucić z siebie pogaństwa, ponieważ Bóg raz na zawsze zadecydował o porządku świata. Ale będąc istotą niższą i przez Boga oszpeconą tym niechrześcijańskim kolorem skóry, czarny poganin musi służyć białemu człowiekowi, którego dotknął palec boży i który przez to bliższy jest zbawienia.
Afrykanerzy biorą z sobą na Wielki Trek i na lata życia w izolacji i otępiającej samotności jedną książkę - Biblię. To są przecież ludzie kontrreformacji, dla których kontakt z Europą kończy się w wieku XVII. A jest to wiek mroków religijnych, jezuickiej kontrofensywy, ludzi palonych na stosach, terroru kościelnego, wiek, w którym nic nie może być liberalne, nic kompromisowe i ludzkie, wiek, w którym umysł człowieka cechuje skrajne sekciarstwo i nieubłagane doktrynerstwo. Biblia jest jedyną książką, jaką przez dziesiątki lat czytają Afrykanerzy, albo po prostu słuchają, jak się im czyta, bo wielu z nich to przecież analfabeci.
Centralny temat Biblii - temat dobra i zła - jest ukazany w dwóch kolorach–symbolach: czarnym i białym. W Biblii poprzez wszystkie jej sugestywne obrazy przewijają się te dwa kolory, dwie tonacje ciemności i światła, zawsze tak skomponowane, że dobro jest jasne, białe, a zło jest czarne. „Moja skóra jest czarna” woła w rozpaczy Hiob, aby pokazać, jak straszliwie został pokarany za grzechy. „Nie patrz na mnie, ponieważ jestem czarna” błaga dziewczyna w „Pieśni nad Pieśniami” itd.
W takim klimacie formują się poglądy Afrykanera na problem ras. Rasizm Afrykanera wynika nie tylko z chęci obrony swojej uprzywilejowanej pozycji w społeczeństwie kolonialnym (jak to jest np. u Anglików). Rasizm jest dla niego dogmatem wiary, a wiara jest w jego świadomości potwierdzeniem istnienia narodu Afrykanerów, to znaczy potwierdzeniem egzystencji samego Afrykanera. Wszelkie namowy do przyznania jakichś ludzkich praw Afrykanom Afrykaner przyjmuje nie tylko jako atak na swoje pozycje społeczne, ale zarazem jako akt prześladowania jego wiary, jako pohańbienie jego Kościoła, jako bluźnierstwo. A wszystko to trafia na człowieka, którego poglądy niewiele odbiegają od mentalności jego średniowiecznego przodka, ponieważ naród Afrykanerów kształtował się w zupełnej izolacji.
Drugim dogmatem kalwińskim, jaki zaważył na umysłowości Afrykanera, jest nauka o wybranym narodzie. Jeden z wybitnych historyków narodu Afrykanerów, dr G. D. Scholtz, pisze: „Religia umożliwiła Afrykanerom przetrwanie wśród czarnych, ponieważ pozwoliła im utożsamić swoją rolę z tą, jaką odegrał biblijny naród Izraela i tak jak Izraelowi nie wolno się było zmieszać z podbitymi poganami, tak również świętą zasadą Afrykanerów było nie mieszać się z tymi, którzy nie mają białej skóry”.
L.E. Neame rozwija tę myśl w swojej książce „The History of Apartheid„: „Groźby i ostrzeżenia nie mają żadnego wpływu na Afrykanerów. Postronny obserwator nie jest w stanie wyobrazić sobie, z jak niezłomną siłą wewnętrzną traktują Afrykanerzy sprawy rasy i przyszłości swojej ojczyzny. W tej dziedzinie nie ma dla nich żadnych kompromisów. Są to kalwini fanatycznie wierzący, że Bóg skierował ich do Południowej Afryki, że przeprowadził ich przez wiele niebezpieczeństw i są oni gotowi teraz zginąć w obronie swojego losu. Wierzą, że Wszechmogący umieścił ich w Południowej Afryce wyznaczając im bożą misję i że ich obowiązkiem jest obronić ten kraj dla swoich dzieci i wnuków. Zamykają się w swojej warowni, aby przyjąć nową walkę z hordami barbarzyństwa i jeśli Przeznaczenie otworzy przed nimi grób, wejdą do grobu - walcząc”.
Ten motyw boskiego powołania, narodu wybranego i przeznaczenia przewija się przez całą propagandę i literaturę afrykanerską. Powtarza się on w przemówieniach rządowych i w uchwałach zjazdów partii, jest głoszony z ambon kościelnych i z katedr uniwersyteckich. Duch fanatyzmu religijnego i zdecydowania na wszystko unosi się niezmiennie nad tym, co wychodzi spod pióra Afrykanera: „Jeżeli przyjdzie nam zniknąć z południa Afryki - pisze dr A. B. Dupresz, wielki autorytet teologiczny Kościoła Afrykanerów i wpływowa osobistość rządowa - jeśli przyjdzie nam zginąć jako Biały Naród, oświadczamy przed całym światem w pełni swojej świadomości i w imieniu narodu Afrykanerów, że będziemy woleli wówczas zginąć, jak chce Bóg, który kieruje naszym przeznaczeniem, niż popełnić samobójstwo, jakim byłoby wejście na drogę integracji i asymilacji z czarnymi. Jeżeli niebiali wymordują nas i porąbią na kawałki, będzie to nowym triumfem barbarzyństwa, które Bóg tak cudownie powstrzymał nad ‘Rzeką Krwi’ (bitwa z Zulu w 1883 r. wygrana przez Afrykanerów). Mimo to wierzymy mocno, że Bóg w swojej wspaniałości nadal kieruje przeznaczeniem naszego narodu. Wolimy zginąć posłuszni temu przeznaczeniu, niż połączyć się z czarnymi, zatracić swoją tożsamość i zdradzić nasze boskie powołanie”.

Dodatkowe informacje

Tekst jest jednym z rozdziałów książki Ryszarda Kapuścińskiego pod tytułem „Wojna Futbolowa”. W tym rozdziale Kapuściński opisuje pokrótce afrykanerski światopogląd i holenderski kolonializm w Południowej Afryce. Kapuściński zwraca uwagę, na to, jak przy okazji procesu kolonializmu i osadnictwa rozwija się fanatyczna tożsamość narodowa.


Wersja PDF