Che Guevara
Pracownicy Stanów Zjednoczonych: Przyjaciele czy wrogowie?
Linki:Dzisiejszy świat podzielony jest na dwie różne połowy: jedną, w której kapitalizm trzyma się mocno wraz z jego wszystkimi konsekwencjami i drugą, w której socjalizm został ustanowiony. Ale kraje z kapitalistycznym systemem nie mogą zostać ugrupowane w jedną kategorię. Między nimi są wyraźne różnice.
Są kraje kolonialne, w których klasa społeczna wielkich właścicieli ziemskich, sprzymierzona z zagranicznym kapitałem, monopolizuje życie społeczności i trzyma kraj w zacofaniu potrzebnym, by ta klasa mogła utrzymać swoje zyski. Prawie wszystkie kraje Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej zaliczają się do tego typu krajów.
Jest niewiele krajów, w których kapitalizm nie wyrósł poza granice narodowe, ani gdzie wtargnięcie kapitału zagranicznego nie jest naglącym problemem. Kilka Europejskich krajów z bardzo rozwiniętą klasą drobnomieszczaństwa zaliczają się do tego typu.
Jest jeszcze jedna interesująca grupa krajów, która może zostać opisana jako kolonialno-imperialistyczne, albo pre-imperialistyczne. Pomimo iż ich ekonomie nie nabrały jeszcze charakterystyk krajów uprzemysłowionych, zaczynają, wraz z ojcowskim kapitałem, który je sobie podporządkowuje, szukać rynków eksportowych, głównie pośród krajów kolonialnych. To jest przypadek Argentyny, Brazylii, Indii i Egiptu. Powszechną cechą tych krajów jest ich tendencja do tworzenia bloków z tymi krajami, nad którymi sprawują jakiś wpływ.
Jedna z najważniejszych grup składa się z tych krajów, których imperialistyczna ekspansja została powstrzymana od czasu ostatniej wojny (drugiej wojny światowej). To jest przypadek Holandii, Włoch, Francji i – przede wszystkim – Wielkiej Brytanii. Pomimo iż jesteśmy światkami rozczłonkowania kolosalnego imperium Brytyjskiego, jego reprezentanci wciąż walczą. Naturalnie całkowicie uzasadnione marzenie wolności opresjonowanych ludzi jest powstrzymywane przez plądrowanie wielkiego amerykańskiego kapitału – co tworzy kryzys, w której każda ze stron podąża we własnym interesie (jak np. w Iranie).
Ostatnią grupą, są całkowicie rozwinięte, rozszerzające się kraje imperialistyczne, do której w tym momencie zalicza się tylko jeden kraj: USA, największy problem Ameryki Łacińskiej. Możemy się zastanawiać, dlaczego w USA, w wysoce uprzemysłowionym kraju, ze wszystkimi cechami imperium kapitalistycznego, nie istnieje ostry konflikt pomiędzy kapitałem i klasą pracującą. Odpowiedź leży w wyjątkowych warunkach tego kraju. Pomijając czarnych, którzy są segregowani rasowo i reprezentują ziarno pierwszej prawdziwej rebelii, pozostali pracownicy otrzymują wysokie płace, w porównaniu do tego, ile kapitalistyczne przedsiębiorstwa zazwyczaj płacą, ponieważ różnica pomiędzy tym, co jest normalnie potrzebne, by wytworzyć wartość dodatkową a ich płacą rzeczywistą jest zrekompensowana przez niskie płace pracowników gdzie indziej, np. w Azji i w Ameryce Łacińskiej.
Azja przechodzi przez wielkie konwulsje w następstwie wspaniałego zwycięstwa chińskiego ludu i walczy o wyzwolenie z odrodzoną wiarą. Jako ekstremalnie tanie źródło surowców i siły roboczej powoli wydostaje się z uścisku imperialistycznego kapitału. Ale kapitał nie zaakceptuje tej porażki i przeniesie swe koszta na barki klasy pracującej.
Pomimo że w pewnym sensie zwycięstwo Azji rani Amerykę Łacińską, pracownicy w USA również czują jego wpływ w postaci mniejszej ilości miejsc pracy i niższych płac rzeczywistych. Amerykańskie masy, które odznaczają się kompletnym brakiem politycznego zrozumienia, nie są w stanie dostrzec źródła problemu dalej, niż na czubku własnego nosa. Zamiast tego, jedyne co widzą to triumf „komunistycznego barbarzyństwa nad demokracją”. Zbrojna reakcja jest logicznym rozwiązaniem, ale trudnym do wykonania: Azja jest bardzo daleko i ma wielu ludzi, którzy skorzy są walczyć aż do śmierci, by bronić swoich ziem. Amerykańskie drobnomieszczaństwo, którego wpływy polityczne są ogromne, nie pozwoli nawet garstce swoich żołnierzy umrzeć na obcej ziemi.
W obliczu nadciągającej, nieubłaganej utraty Azji, państwo imperialistyczne ma dwie alternatywy: wojna totalna przeciwko socjalistycznemu wrogowi i nacjonalistycznym ludom albo opuszczenie Azji i zaakceptowanie utraty swej strefy wpływów do dwóch regionów, które dotychczas zdołało kontrolować – Afryki i Ameryki Łacińskiej. Naturalnie imperium będzie kontynuować angażowanie się w małe, ograniczone wojny, które działają na korzyść przemysłu zbrojeń bez niepotrzebnej straty żyć – ponieważ imperium zawsze może znaleźć zdradzieckie rządy, które gotowe są poświęcić własne kraje za okruchy rzucone im przez ich panów.
USA boi się wojny totalnej. Nie może zaatakować nuklearnie, ponieważ w tym momencie konsekwencje byłyby okropne, a w wojnie „ortodoksyjnej” straciłoby natychmiastowo całą Europę i w krótkim czasie prawie całą Azję. Z tą perspektywą USA skłania się ku obronie swych długo posiadanych posiadłości w Ameryce Łacińskiej oraz jego nowo nabytych posiadłości w Afryce.
Te dwa obszary prezentują inne panoramy. Tutaj, w Ameryce Łacińskiej, kontrola USA jest całkowita i nie akceptuje żadnej zagranicznej ingerencji. Tam, w Afryce, USA posiada tylko małe skrawki terytorium i sprawuje swoją władzę przez państwa klienckie rozrzucone po kontynencie. Dzięki temu, w Afryce, wewnętrzna niezgoda, walki i manifestacje nacjonalizmu są tolerowane, a nawet prowokowane przez USA, którego imperialistyczne wpływy wzrosną, kiedy tradycyjni władcy będą stopniowo słabnąć.
Jakiekolwiek wyrażenie prawdziwego nacjonalizmu poprowadzi ludy Ameryki Łacińskiej do próby emancypacji wobec ich prześladowcy – kapitału monopolistycznego. Ale znaczna większość właścicieli tego kapitału jest w Stanach Zjednoczonych i posiada ogromny wpływ na decyzje rządu USA. Powstanie amerykańskich gabinetów rządowych i powiązań, które ich członkowie mają z większością ważnych firm, pokazują, jak działa polityka naszych północnych sąsiadów.
W tym okresie niezdecydowania, kiedy USA przyjęło przywództwo nad tak zwanym wolnym światem, nikt nie może zaatakować albo ingerować w sprawy żadnego kraju, chyba że jest to robione w imieniu walki z „międzynarodowym komunizmem”. To jest stara śpiewka odgrywana przez dzisiejszą propagandę, szerzącą wszystkie swoje skutecznie zmanipulowane kłamstwa. Później USA może uciec się do interwencji ekonomicznej oraz – bo czemu nie – interwencji zbrojnej.
Ten cały system defensyw ma ogromne znaczenie dla kapitalistów, jeśli chcą oni utrzymać swój obecny system. Ale jest on równie ważny, przynajmniej przez pewien czas, dla klasy pracującej USA – dlatego, że nagła strata tanich źródeł surowców natychmiastowo zwróciłaby uwagę na nieodłączny od kapitalizmu konflikt między kapitałem a klasą pracującą. Skutek tego byłby dla klasy pracującej katastrofalny, chyba że przejęłaby środki produkcji. Powtarzam, że nie możemy wymagać, by klasa pracująca USA spojrzała dalej, niż na czubek własnego nosa. Bezsensownym byłoby próbować wyjaśnić – z dalekiej odległości i poprzez prasę całkowicie kontrolowaną przez wielki kapitał – że proces wewnętrznego rozpadu kapitalizmu może zostać zatrzymany tylko tymczasowo, a nie permanentnie, niezależnie od tego, jak totalitarne środki zostaną podjęte, by utrzymać status Ameryki Łacińskiej jako kolonii.
Reakcją klasy pracującej byłoby wsparcie dla USA (i jest to do pewnego stopnia logiczne), gromadząc się za jakimkolwiek sloganem – takim jak np. w tym przypadku jest „antykomunizm”. Ponadto nie można zapominać, że funkcją związków zawodowych w USA jest służyć jako bufor pomiędzy dwoma sprzecznymi klasami, oraz potajemnie hamować rewolucyjny potencjał amerykańskich pracowniczych mas.
W tym kontekście i mając na uwadze sytuację w Stanach Zjednoczonych, nietrudno jest odgadnąć postawę, jaką klasa pracująca USA przybierze w obliczu nagłej straty zagranicznych rynków i źródeł tanich surowców.
Uważam, że to jest brutalna rzeczywistość, z którą my, Latynosi, musimy się zmierzyć. Ekonomiczny rozwój USA i potrzeba pracowników, by utrzymać swój standard życia to czynniki, które w ostatecznym rozrachunku spowodują konieczność toczyć walkę o wolność nie przeciwko danemu reżimowi społecznemu, ale przeciwko krajowi, który, zjednoczony w jeden zbrojny blok przez najwyższe prawo swej wspólnoty interesów, będzie bronić swego powiernictwa nad życiem Ameryki Łacińskiej.
Musimy więc przygotować się do walki przeciwko całemu ludowi USA. Owocem tego zwycięstwa będzie nie tylko nasze wyzwolenie ekonomiczne i równość społeczna, ale i nowy i mile widziany młodszy brat: amerykański proletariat.
Dodatkowe informacje
W 1954 młody Che Guevara napisał artykuł pod tytułem "Pracownicy Stanów Zjednoczonych: przyjaciele czy wrogowie?". W tym artykule Che zauważa imperialistyczny podział świata, który pozwala Amerykańskiemu proletariatowi na uniknięcie ostrego konfliktu pomiędzy pracą, a kapitałem. Che rozumie, że wyzysk krajów trzeciego świata powoduje powstanie arystokracji pracowniczej w krajach pierwszego świata, którzy nie rozumieją, że mają wspólny interes z wyzyskiwanymi masami w koloniach. Według Che walka