06.12.2024
KAPITAŁ jako BÓG
Na potrzeby tego eseju nie jest to ważne, gdyż skupić się chcę raczej na rozumieniu Boga w średniowiecznym, katolickim tego znaczeniu. Rozumieniu Boga, jako narzędzia systemu, jako narzędzia państwowej ideologii.
W średniowieczu społeczeństwo ułożone było według feudalnej drabiny społecznej. Na jej szczycie król – który rządzi państwem – bo Bóg uznał go i jego rodzinę za władców danych ziem. Pod nim feudalni panowie, właściciele ziemi i chłopów, sprawujący nad nimi władzę – bo Bóg wyznaczył im takie zadanie. Obok nich duchowni, którzy całe życie poświęcają Bogu i propagowaniu jego nauk. Pod nimi wszystkimi chłopi – najszczęśliwsi ze wszystkich, gdyż żyją w największej nędzy. Dzięki temu mogą liczyć na sowite wynagrodzenie – oczywiście dopiero po śmierci. System naturalny jak prawa fizyki, prawa natury. Niepodważalny. System, w którym każdy ma swoje miejsce, w zgodzie, z procesami trudnymi do objęcia przez ludzki umysł. Doglądany, pielęgnowany, przez samego Boga – który obserwuje każdy nasz ruch, który słyszy każdą naszą myśl. Przez Boga, którego potęga jest tak wielka, że nikt nie śmiałby nawet próbować jej podważyć.
A jednak ten jakże naturalny system aranżacji społeczeństwa, autoryzowany przez samego wszechmogącego i wszechwiedzącego – upadł. Ale jak to możliwe? Przecież był to porządek świata, o którym zadecydował sam Bóg, z którego decyzjami każda istota żywa i każdy martwy przedmiot musiał się liczyć? Czy to możliwe, że ten Bóg nigdy nie istniał?
Jeżeli się nad tym zastanowimy – Bóg, podobnie jak państwo, był niczym więcej niż relacją społeczną. Tak jak wiele rzeczy, które wydają nam się odgórnie narzuconymi prawami – aspekty, które wpływają na nasze życia bardzo realnie, bardzo dotkliwie, a jednak pozostają nienamacalne, nieuchwytne – Bóg był relacją społeczną. Suma panujących w feudalizmie relacji społecznych manifestowała się jako Bóg – ostateczne, niepodważalne wyjaśnienie obecnego stanu rzeczy i uosobienie państwowej potęgi, ideologii i praw.
Ale… ten Bóg został już obalony, prawda? A jednak często widzę podobną argumentację wyjaśniającą nasz, obecny stan rzeczy. Widziałem ją już nawet w komentarzach na tym kanale. „Kapitalizm jest naturalny i zdrowy, bo niczym się w zasadzie nie różni od mechanizmów występujących w naturalnych ekosystemach, np. lasach czy oceanach. Tam każde stworzenie, małe i duże, ma swoje miejsce i żyje, jak chce”. Tylko tym razem, tym co wyjaśnia i uzasadnia nam obecny stan rzeczy, nie jest już bóg – jest nim kapitalizm. Jest nim kapitał.
Kapitał niesłusznie jest rozumiany jako nagromadzona praca, jako efekt ludzkiej pracy, który używany jest w dalszej produkcji. Kapitał jest przede wszystkim relacją społeczną – relacją, między pracownikiem a szefem – relacją, między sprzedawcą i nabywcą siły roboczej. Tylko w tej relacji może istnieć kapitał. W słowach Marksa: „Kapitał jest również społecznym stosunkiem produkcji. Jest to […] stosunek produkcji społeczeństwa burżuazyjnego. Środki utrzymania, narzędzia pracy, surowce, z których składa się kapitał — czyż wszystko to nie zostało wytworzone i nagromadzone w danych społecznych warunkach, w określonych stosunkach społecznych? Czyż nie zostają one zastosowane do nowej produkcji w danych warunkach społecznych, w określonych stosunkach społecznych? I czyż właśnie ten określony charakter społeczny nie przekształca produktów, służących do nowej produkcji, w kapitał?”
Kapitał jest manifestacją sumy wartości wymiennych – które istnieją tylko w kontekście społeczeństwa, w kontekście społecznych zależności. Jest to suma wartości wymiennych, która używa żywej pracy, by ciągle się pomnażać. Te relacje między szefem a pracownikiem, między przeszłą nagromadzoną pracą a nową, żywą pracą, tworzą kaskadę konsekwencji, sieć zależności społecznych, która przenika nasze społeczeństwo na każdym jego poziomie.
W feudalizmie dominującą relacją produkcji była relacja pomiędzy chłopami a feudałami, którzy zawłaszczali sobie część wyprodukowanych przez chłopów dóbr, aby utrzymać swoje istnienie jako arystokracja. Ta relacja była uzasadniana rzekomo narzuconym przez Boga porządkiem świata. Ten Bóg, ta nienamacalna, ale rzeczywista siła miała swoich wysłanników. Król był uosobieniem boskiej woli i potęgi, a arystokraci egzekwowali tę wolę i potęgę na bardziej lokalnym poziomie. Oprócz tego byli duchowni, równie ważni dla istnienia tego systemu – indoktrynowali oni populację tak, by służyli oni Bogu – a więc służyli królowi i państwu.
Dzisiaj główną relacją jest kapitał, ta wiecznie pomnażająca się potęga, rosnąca w zetknięciu z pracą najemną. Tak jak średniowieczny Bóg, kapitał również ma swoich wysłanników. Rolę duchownego przybrał dziś ekonomista – jego zadaniem jest wyjaśniać i uzasadniać istniejący system, nigdy fundamentalnie go nie kwestionując; wyjaśniać kapitalizm, wychodząc z założenia, że kapitalizm jest poprawnym i słusznym sposobem aranżacji produkcji. Oprócz tego kapitał ma swoich wysłanników w kapitalistach – kapitalista to ucieleśniony kapitał. Jego zadaniem jest pomnażać kapitał – nieważne, czy kapitalista prowadzi fabrykę, restaurację, czy hotel – jego zadaniem jest maksymalizować zysk, od którego uzależnia swoje istnienie jako kapitalista.
Kiedy głupiec, mędrzec i kapitalista wchodzą do lasu, głupiec widzi tylko zbiór drzew i krzaków. Mędrzec widzi niezliczoną ilość niesamowicie skomplikowanych organizmów, powiązanych w nieskończenie skomplikowaną sieć współzależności, która stanowi byt o wiele ważniejszy od nich trzech. W tym samym czasie kapitalista zastanawia się, ile warte może być drewno, ziemia i inne surowce, które z tego lasu można pozyskać i przekształcić w towary.
Tak długo, jak nasze umysły pozostają pod wpływem działania kapitału, tak długo nie kwestionujemy otaczającego nas świata. To, w jaki sposób jest on poukładany, uważamy za normalne, za naturalne – za manifestację praw fizyki i przyrody. Akceptujemy porządek świata dyktowany przez kapitał. Uczestniczymy w wyścigu szczurów, by piąć się po szczeblach korporacyjnej i społecznej drabiny. Chwalimy się zarobionymi przez nas pieniędzmi, eksponując marki naszych ubrań i akcesoriów. Akceptujemy pracę po osiem godzin przez pięć dni w tygodniu, a może nawet pracujemy dłużej. Akceptujemy autorytet naszych szefów. Akceptujemy, że potrzebujemy spłacać kredyt lub czynsz, by zapewnić sobie miejsce do życia. Akceptujemy wszechobecność reklam – co najwyżej możemy sobie na nie ponarzekać, lecz nie kwestionujemy samego ich istnienia. Gloryfikujemy kapitalistyczny styl życia, zazdrościmy miliarderom, zamiast widzieć ich życia jako takie, jakie naprawdę są – żałosne.
Spójrzmy na ten przykład. Gwiazdorzy obrzucają się nawzajem pieniędzmi, pokazując jakie towary wyprodukowane przez biedne masy trzeciego świata za nie zakupili. Pokazują, że stać ich na kupienie sobie ciał pięknych kobiet. Co w tym fajnego, że dwóch dorosłych mężczyzn zachowuje się w ten sposób? Czego mamy im zazdrościć? Czy są częścią silnej społeczności, w której są szanowani, jako ludzie, którzy pomagają innym, którzy będą szczerze opłakiwani przez swoich ludzi na długo po ich śmierci? Czy zbudowali silne więzi z przyjaciółmi i są gotowi oddać za siebie nawzajem życie? Czy osiągnęli nieznaną nam do tej pory duchową mądrość? Czy mamy im po prostu zazdrościć tego, że mają dużo pieniędzy, a więc mogą mieć dużo rzeczy?
Gloryfikujemy puste, tępe, konsumpcjonistyczne istnienie, bo w naszych głowach zamieszkał kapitał, który mówi nam – ale fajne życie, też chcesz takie. Poświęć swoje życie kapitałowi, tak jak średniowieczni chłopi poświęcali je Bogu, a może też kiedyś będziesz mieć takie życie. A jeśli nie zdołasz dojść do tego pułapu, to przynajmniej kupisz sobie jeszcze jedną figurkę Darka Vadora – może to wypełni pustkę, którą czujesz, kiedy najlepsze lata swojego życia, kiedy większość swojego życia, kiedy większość swojej energii i swoich myśli oddajesz kapitałowi.
Kiedy widzimy banknot, nie jest on dla nas warty tyle, co papier, na którym jest wydrukowany. Dla odpowiednio wielkiej sterty tych banknotów moglibyśmy odebrać życie, moglibyśmy się zbłaźnić, moglibyśmy zaryzykować własne zdrowie, moglibyśmy zawiesić wszelkie nasze moralne przekonania. Pieniądz to dla nas siła, władza, która nie wiemy, skąd się wzięła, ale oddziałuje na nas wszystkich – może nas zachęcać, kontrolować, zmieniać. Dopóki naszymi myślami rządzi kapitał, pieniądz jest dla nas potęgą ponad każdą inną.
Nie wiemy skąd i po co wzięliśmy się na tej planecie. Nie wiemy, dokąd zmierzamy. Nie mamy prawie żadnej świadomości historycznej. Wiemy tylko, że mamy pieniądze robić i mamy je wydawać – i większość naszych myśli zamyka się w obrębie właśnie tego – konkretnych form, które może przybrać zarabianie i wydawanie pieniędzy. Zdobywania środków na zakup towarów i konsumowania ich. Nie zastanawiamy się nad tym, jak świat mógłby wyglądać, do czego powinniśmy dążyć jako ludzkość. Wiemy, że jest to niemożliwe, bo przecież nasz obecny system odzwierciedla prawa naturalne. Cytując Terrenca McKennę: „Masy nie posiadają historii ani przyszłości, żyją w złotej chwili stworzonej przez system kredytów, który nieuchronnie przywiązuje je do sieci iluzji, która nigdy nie jest poddawana krytyce”. „Ich świat złożony z jałowej żywności, brukowych środków przekazu i krypto–faszystowskiej polityki, skazuje ich na toksyczne życie w stanie obniżonej świadomości. Znieczuleni przez codzienny program telewizyjny, są żywymi trupami, których utrzymuje w ruchu wyłącznie konsumpcja”. I rzeczywiście, jak długo Netflix pozostaje zasubskrybowany, jak długo powstanie nowa część Star Wars, jak długo biedacy w dominowanych przez zachodnie imperium krajach wyprodukują więcej sukienek, butów i torebek, tak długo proletariuszowi nie pozostaje nic, tylko otworzyć piwko, poklepać się po plecach za odbębnienie kolejnego ciężkiego dnia w pracy i niekwestionowanie tego, co nas otacza. Znieczuleni konsumpcją nie bierzemy aktywnego udziału we własnych życiach. Faktyczna rzeczywistość przestaje być interesująca, a sztucznie stworzona, wymyślona rzeczywistość staje się ważniejsza od tej prawdziwej.
A jednocześnie ten system wyniszcza nas i naszą planetę. Łudzimy się, że musimy być maksymalnie produktywni w świecie, który osiągnął nadprodukcję już chyba wszystkiego. Szukamy zaspokojenia, w życiach, które prawdziwej satysfakcji przynieść nie mogą.
Na tym polega właśnie ten cały Matrix. W systemie kapitalistycznym to nie gospodarka służy ludziom – to ludzkie życia służą gospodarce, służą maszynom, służą kapitałowi w jego nieprzerwanej i niekończącej się misji pomnażania własnej wartości. W słowach Marksa: „Istota kapitału nie na tym polega, że nagromadzona praca służy pracy żywej jako środek do nowej produkcji. Polega ona na tym, że żywa praca służy pracy nagromadzonej jako środek do zachowania i pomnożenia jej wartości wymiennej”. Maszyny, pierwotnie stworzone przez człowieka, stały się źródłem jego uciemiężenia. Człowiek nie ma kontroli nad ekonomią kapitalistyczną – to ekonomia kapitalistyczna ma kontrolę nad człowiekiem, który stoi bezradny w obliczu potęgi, którą sam stworzył.
Żyjemy w świecie iluzji, sztucznie wytworzonych wartości, zachowań i pragnień i nie wyobrażamy sobie nawet, że może istnieć inne życie. Ci, którzy wyrwali się spod siły oddziaływania kapitału, żyją tak mentalnie oddaleni od ludzi w Matrixie, że tamci nawet nie są w stanie zacząć sobie tego wyobrażać. Każdy człowiek jest podporządkowany kapitałowi, całe jego życie, większość jego chęci, motywacji, marzeń zostało stworzonych przez kapitał, który potrzebuje go tylko do tego, by wyssać z niego jak najwięcej siły roboczej, jak to tylko możliwe podczas jego krótkiego, marnego życia – zgadzając się jedynie na drobną wolność przyznaną pracownikom dzięki dekadom często krwawych starć. A jednak każdy z nich w każdej chwili może przeistoczyć się w obrońcę systemu, który go niszczy. Wystarczy odrobinę skrytykować kapitalizm, by zobaczyć, jak zwykli ludzie przeistaczają się w agentów Smithów skłonnych w każdej chwili bronić systemu; w każdej chwili wyjaśnić nam, czemu kapitalizm jest dobry. W końcu tak zostali zaprogramowani.
*SCENY Z MATRIXA – PILL I WOMAN IN RED DRESS*
Matrix naprawdę opisał tę sytuację prawie idealnie – to, w czym Matrix się mylił, to fakt, że gdyby Matrix rzeczywiście był odzwierciedleniem kapitalizmu, zachłanność maszyn powodowałaby regularne zwarcia, awarie i desperackie próby naprawy systemu.
Kapitalizm to nie tylko wymiana towarów i prowadzenie biznesów. Kapitalizm to trzon globalnego systemu produkcji i całej naszej obecnej cywilizacji. Kapitalizm kształtuje nie tylko produkcję, ale i politykę, sztukę, filozofię i o wiele więcej. Kapitalizm przenika całe nasze życia od urodzenia, aż do śmierci. Jesteśmy produktami kapitalizmu, tak jak jabłko jest produktem jabłoni. Kapitał jest dla nas niezaprzeczalnym faktem – obserwuje każdy nasz ruch i myśl i nęka nas, niczym średniowieczny Bóg nękał chłopów – a jego potęga jest o wiele większa niż potęga jakiegoś tam Boga.
Kapitał tworzy pracowników, których praca jest mu potrzebna do pomnażania swej wartości. Kapitał tworzy też kapitalistów, którzy są narzędziem kapitału w zarządzaniu pracownikami, produkcją i finansami. Wszyscy pracownicy są niewolnikami kapitału – zamiast należeć do jednego konkretnego właściciela, należą do całej klasy burżuazji i żeby przeżyć muszą znaleźć kapitał, który zatrudni ich poprzez kapitalistę. W rzeczywistości to nie kapitaliści używają kapitału, by pomnażać swe bogactwo – to kapitał używa kapitalistów, by sam siebie pomnażać. A im więcej kapitału posiada kapitalista, tym bardziej jest przezeń opętany. W pewnym sensie to nie bogacz jest właścicielem kapitału, tylko kapitał jest właścicielem bogacza.
Tak jak Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo – tak kapitał tworzy nas na swoje podobieństwo. Kapitał jest chciwy, przemocowy i kocha konkurencję. Kapitał wzmacnia i kultywuje w nas te negatywne cechy i pozwala wejść na sam szczyt tym, którzy go najbardziej uosabiają.
Kapitalizm odsuwa nas od naszej natury, oferując w zamian puste życie pełne konsumpcjonizmu i innych tępych uciech – a jednak życie codziennie wielu z nas pozostaje niesatysfakcjonujące, płytkie i spędzamy je na marzeniach wygranej na loterii i niewybaczaniu sobie, że nie zainwestowaliśmy w bitcoiny, kiedy były jeszcze tanie – spędzamy nasze życia na marzeniu, by w końcu móc się z tego wyrwać, a ten moment nigdy nie nadchodzi.
Kapitalizm pochłania wszystko. Wszystko jest w stanie zapakować i sprzedać. Wizerunek Che Guevary został sprzedany jako moda, by pomnażać kapitał. Nawet medytacja i psychodeliki, jedne z ostatnich metod ucieczki od wszechogarniającego uścisku kapitału i odnajdywania swej prawdziwej natury i duchowości, zostały pochłonięte przez kapitalizm, jako metoda leczenia depresji i wypalenia zawodowego, tak, byśmy, jak najszybciej mogli powrócić do cyklu pomnażania kapitału. Nawet antykapitalizm może stać się narzędziem kapitału.
Lecz dopóki znajdujemy się pod mentalnym wpływem kapitału, zakładamy, że tak już jest i tak musi być. Choć większość z nas jest w bardzo dosłownym sensie niewolnikami, łudzimy się, że jesteśmy wolni – nie sprawdzamy długości naszego łańcucha, gdyż zaakceptowaliśmy prawa kapitału, jako prawa natury. W rzeczywistości kapitalizm nie odzwierciedla praw natury – kapitalizm jest ludzkim tworem, który został stworzony przez ludzką wolę i czyny, tak samo, jak ludzkim tworem był feudalizm. Feudalizm i panujące w nim relacje wydawały się ludziom czymś stworzonym przez istotę potężniejszą niż człowiek – i tak samo jest z kapitalizmem. Tak samo, jak myślenie średniowiecznego człowieka nie mogło być uniezależnione od Boga, to znaczy od feudalizmu, tak samo nasze myślenie nie może być uniezależnione od kapitału, to znaczy od kapitalizmu.
Żyjemy w świecie, w którym wszystko, co potrzebujemy do szczęścia, może być zapewnione i zagwarantowane, a jednak spędzamy nasze życia zagubieni, w depresji, w izolacji, w ciągłej konkurencji. Dopóki pozostajemy pod zaklęciem kapitału, nie potrafimy wyobrazić sobie innej przyszłości – przyszłości, w której nikt nie próbuje nam ciągle czegoś sprzedać, ciągle nas oszukać, przyszłości, w której zasadniczym prawem nie jest to, że silniejszy stąpa po słabszym. Zapracowani nie mamy czasu dla swoich dzieci, na swoje hobby, na obcowanie z naturą i z własną duszą. Żyjemy w świecie, gdzie uczciwość i pracowitość nie popłaca, a najbardziej podziwianą i wynagradzaną cechą jest posiadanie patologicznej chęci bogacenia się. I jak powiedział kiedyś Terrence McKenna: „Kapitalizm nie chce o tym rozmawiać, bo kapitalizm nie jest człowiekiem. Kapitalizm jest bogiem, bogiem krwawej ofiary, który postrzega ludzi jako mrówki. Im więcej jest mrówek, tym więcej można ofiarować, ale dla nas, mrówek, nie jest to dobra sytuacja. Kapitalizm to broń wycelowana w głowę globalnej cywilizacji”.
Dodatkowe informacje
W dzisiejszych czasach często słyszymy, że kapitalizm odzwierciedla naturę ludzką, prawa fizyki - że kapitalizm jest obiektywnym odzwierciedleniem rzeczywistości. Niektórzy bronią kapitalizmu tak bardzo, że przypomina to średniowieczną, dogmatyczną obronę Boga - wszechwiedzącego, wszechmogącego stwórcy, który ustalił porządek, którego kwestionować nie można. Podobnie do Boga kapitał ustala porządek świata, który jest niekwestionowalny i staje się obiektem kultu. Czy możliwe więc, że zastępując feudalizm kapitalizmem, zastąpiliśmy Boga kapitałem?