03.01.2025
DEMOKRACJA i DYKTATURA
Demokracja i dyktatura to pojęcia, które wszyscy dobrze znamy. Demokracja jest przeciwieństwem dyktatury. Demokracja to rządy ludu – to system, w którym każdy może głosować, lub założyć partię. Dyktatura jest manifestacją żądzy władzy garstki ludzi, którzy siłą wychodzą naprzeciw woli ludu.
Jak dobrze wiemy, demokracja narodziła się w Atenach pięćset lat przed naszą erą i była pierwszą znaną nam strukturą umożliwiającą rozległym warstwom społeczeństwa brać udział w polityce, wywierać wpływ na rząd i politykę. Oczywiście, jak w każdej szanującej się demokracji, udziału brać nie mogły kobiety, ani niewolnicy… zaraz, zaraz, niewolnicy? Przecież Ateny były demokracją. Jak demokracja może mieć niewolników? Musiałaby być dyktaturą. Czy to możliwe, że starożytne Ateny wcale nie były demokracją? A może, wbrew powszechnemu założeniu, demokracja i dyktatura nie są wykluczającymi się pojęciami? Czy demokracja i dyktatura może współistnieć – w tym samym czasie, w tym samym społeczeństwie?
Żeby zgłębić to pytanie, zastanówmy się nad narodzinami demokracji. Powszechnie rozumiane jako miejsce narodzin demokracji są Ateny. Czy demokracja nie istniała wcześniej? Czy wszystkie społeczeństwa przed Atenami były zarządzane przez żądnych krwi despotów?
Takie spojrzenie jest typowe dla ludzi wychowanych w propaństwowym uprzedzeniu, które opisałem w moim eseju o państwie. Społeczeństwa upaństwowione, nieważne jak dyktatorcze, są uznawane przez nas za w jakiś sposób bardziej cywilizowane niż „dzicy barbarzyńcy”. Lecz często właśnie ci dzicy barbarzyńcy żyli w społeczeństwach bardziej egalitarnych, bardziej demokratycznych. Istniało wiele różnych metod organizacji pierwotnych społeczeństw. Ich cechą wspólną jest to, że nie istniała jeszcze zmonopolizowana przemoc w rękach władcy. Każdy członek plemienia pracował, polował, a gdy przyszła potrzeba, walczył. Każdy miał prawo posiadać broń. Przemoc leżała w rękach ludzi. Wodzowie nie posiadali stojącej armii i utrzymywanych żołdem strażników. Nie istniała uzbrojona mniejszość, która mogłaby być użyta do represjonowania nieuzbrojonej większości – nie istniało też gromadzenie bogactwa przez jednostki i panowanie jednostek nad ziemią lub środkami uspołecznionej produkcji.
Ateńczycy założyli pierwsze w Europie państwo – zgromadzili władzę i przemoc w rękach króla i kilku uprzywilejowanych rodzin. W ten sposób Ateny są miejscem nie narodzin demokracji, a właśnie jej śmierci. Państwo Ateńskie szybko doprowadziło do wzbogacenia się drobnej mniejszości i do zubożenia większości populacji. W słowach Engelsa: „Toteż coraz bujniej kwitnące pieniężne panowanie arystokracji wytworzyło nowe prawo obyczajowe dla zabezpieczenia wierzyciela wobec dłużnika, dla uświęcenia wyzysku drobnych rolników przez posiadacza pieniędzy. Wszystkie pola Attyki roiły się od słupów hipotecznych z napisami, że dany grunt został zastawiony takiemu to a takiemu za tę lub inną sumę pieniędzy. Pola nieoznaczone w ten sposób były przeważnie już sprzedane za niespłacone w porę długi hipoteczne lub procenty i przeszły na własność arystokratycznego lichwiarza; chłop mógł być zadowolony, jeśli mu pozwolono zostać tam jako dzierżawcy i żyć z szóstej części plonu swej pracy, podczas gdy pięć szóstych musiał jako czynsz dzierżawny płacić nowemu panu. Ale nie dość tego. Jeśli sumy otrzymanej ze sprzedaży gruntu nie starczyło na pokrycie długu lub jeśli dług został zaciągnięty bez zastawu, wówczas dłużnik musiał celem pokrycia długu sprzedawać swe dzieci za granicę w niewolę. Dzieci sprzedawane przez ojca – oto pierwszy owoc ojcowskiego prawa i monogamii! A jeśli to jeszcze nie zadowoliło lichwiarza, to mógł on i samego dłużnika sprzedać w niewolę. Taka była słodka jutrzenka cywilizacji u ludu ateńskiego”.
Demokratyczne reformy miały na celu więc ograniczyć zachłanność najbogatszej arystokracji, której efektem było zubożenie populacji, powodujące, niestabilność państwa i zastój ekonomiczny. W tej demokracji, na jednego posiadającego prawo do głosu obywatela przypadało osiemnastu pozbawionych go niewolników. Tak więc demokracja ta była dyktaturą dla znacznej większości społeczeństwa. Widzimy też, że demokracja w tym rozumieniu nie była władzą ludu – a raczej mechanizmem broniącym ludzi przed nadużyciami bogactwa i władzy, ale również mechanizmem broniącym bogatych przed własną zachłannością – tak, by nie stali się zbyt skutecznym pasożytem, który zabija własnego żywiciela.
To, co uznajemy za miejsce narodzin demokracji, jest więc kwestią czysto ideologiczną. Edukacja w państwach liberalnych ma tendencję do opisywania Aten jako prekursora naszego wspaniałego demokratycznego systemu, lecz np. jeszcze w dziewiętnastowiecznych Niemczech uważano demokrację jako przyczynę upadku Aten. W rzeczywistości społeczeństwa klasowe zawsze łączyły elementy demokracji i dyktatury. Demokracja wśród szlachty zarządzała dyktaturą nad chłopami. Demokracja właścicieli niewolników tworzyła dyktaturę wobec niewolników. Określenia „demokracja” i „dyktatura” nie wykluczają się nawzajem, a wręcz przeciwnie, mogą współistnieć – zawsze musimy zastanowić się jednak – Dla kogo jest demokracja? Nad kim jest dyktatura?
Demokracja
Czym jest więc demokracja? Często rozumiemy demokrację jako możliwość brania udziału w rządzie – jako możliwość obywatela na wywieranie wpływu na kierunek, w którym zmierza państwo – a przede wszystkim prawo do głosowania. Dla przeciętnego człowieka sprowadza się to do wyboru partii, która najlepiej reprezentuje ich poglądy. Władza przechodzi z rąk do rąk, tworząc system, który sam siebie reguluje, upewniając się, że żadna ze stron nie zmonopolizuje władzy w swoich rękach, narzucając innym swoją hegemonię.
Ale czy nie jesteśmy wszyscy ludźmi, którzy w zasadzie mają zbliżone potrzeby i metody zaspokajania ich? Czy nie chcemy wszyscy być wolni i szczęśliwi? Czy nie chcemy wszyscy osiągnąć naszego pełnego potencjału intelektualnego i fizycznego? Czy nie chcemy zapewnić sobie bezpieczeństwa, wygody, dobrobytu i gwarancji jeszcze lepszego życia dla naszych dzieci? Czy nie chcemy przeżyć przygody, zakochać się, stworzyć przyjaźni i zostać zapamiętanymi przez bliskich po naszej śmierci? Dlaczego istnieje tak wiele partii, skoro wszyscy mamy wspólny interes i wspólną ścieżkę rozwoju, jako cała ludzkość?
W dziewiętnastym wieku Europejskie kraje wchodziły na ścieżkę liberalnej demokracji. Burżuazja zastała państwa Europejskie pełne blizn, spowodowanych przez feudalizm – pełne społecznych podziałów, przede wszystkim klasowych. Chociaż może wydawać nam się, że wszyscy myślimy sami za siebie, w rzeczywistości istnieje wielu ludzi, którzy myślą dokładnie tak samo, jak my. Myśląc, że działamy we własnym interesie, często działamy również w interesie naszej klasy społecznej – gdy członkowie klasy społecznej działają we własnych interesach, umacniają swoją klasę społeczną. Interesy klas społecznych często są ze sobą sprzeczne – wygrana jednej z nich oznacza przegraną drugiej z nich. Dlatego w Europie można było zaobserwować tworzenie się partii, które te klasy społeczne reprezentowały. Jedna partia reprezentowała interesy największych finansjerów; inna reprezentowała drobną burżuazję. Jeszcze inna reprezentowała chłopów, a inna robotników. Te podziały były bardzo klarowne.
W dzisiejszych czasach, gdy większość populacji została przekonana, że podział na klasy społeczne już zanikł, partie polityczne zostały zdominowane przez neoliberalizm, a różnią się głównie brandingiem. Mamy neoliberalizm uśmiechnięty, europejski. Neoliberalizm patriotyczny, rolniczy, libertariański i „lewicowy”. W rezultacie często nie czujemy, że reprezentuje nas jakakolwiek partia. Większość z nas należy do klasy proletariatu – a obecnie w Europie nie istnieją prawie żadne partie, które faktycznie reprezentowałyby interesy klasy pracującej. Parlament staje się instytucją plotek i kłótni, a żadna ze stron, nieważne czy nazywa się „trzecia droga”, „czwarta droga”, czy nawet „piąta” nie oferuje poważnych zmian – jedynie sprzeczają się o szczegóły tego, w jaki sposób powinien przebiegać niekończący się proces akumulacji prywatnego kapitału.
Tak więc demokracja liberalna, od istniejących wcześniej państwowych form demokracji różni się tym, że dopuszcza różne klasy społeczne do podejmowania decyzji, przynajmniej w jakimś stopniu. Ale cóż to jest faktycznie za demokracja, w której ciągle muszę się obawiać, że podwyższony zostanie wiek emerytalny? Cóż to jest za demokracja, w której prawa aborcyjne mogą zostać w chwilę odebrane, jeżeli niewłaściwi ludzie dojdą do władzy? Cóż to jest za demokracja, w której muszę się obawiać, że jakiś cymbał w każdej chwili może podjąć próbę prywatyzacji transportu publicznego, służby zdrowia itd.? Co to za demokracja, gdzie, nawet jeśli wykonuję dobrą robotę, mogę w każdej chwili zostać zwolniony z powodu kaprysów kapitału i rynków? Dla typowego człowieka demokracja ta ogranicza się do wrzucenia głosu do urny raz na jakiś czas i liczenia na to, że i tym razem mniejsze zło przezwycięży większe zło. To właśnie często rozumiemy jako demokrację.
Wiele z nas popełnia jednak częsty błąd, myśląc, że polityka i demokracja to domena rządów i państw. Że polityka to domena polityków, która zaczyna się w rządowych instytucjach, gdzie podejmowane są ważne decyzje, przez ważnych ludzi. W rzeczywistości polityka zaczyna się tam, gdzie kilku ludzi zgromadzi się i chce osiągnąć jakiś cel. W jaki sposób zaaranżowane będą ich działania? Czy wybiorą dowódcę swojej grupy? Czy wszystkie decyzje będą podejmowane drogą głosowania? A może tylko niektóre? Czy każdy będzie mógł głosować? A może tylko ci, którzy znają się na danej sprawie? Człowiek jest bardzo politycznym zwierzęciem i od czasu, gdy zeszliśmy z drzew, używamy naszego zmysłu politycznego do organizowania się w grupy i osiągania wspólnych celów.
Miejsce, w którym przeciętny człowiek będzie miał największą styczność z polityką – oprócz sali, w której odbywa się głosowanie – jest miejsce pracy. W miejscu pracy codziennie mamy do czynienia z polityką – lecz to właśnie w tym miejscu cała polityczna siła pracownika jest tłamszona.
Załóżmy, że uważam, iż ludzie w firmie, w której pracuję, są niewystarczająco wynagradzani. W jaki sposób podejmę walkę z jej managementem? Czy spróbuję negocjować sam? Czy spróbuję zjednoczyć innych we wspólnym celu? Muszę zastanowić się, kto mnie poprze, a kto się mi sprzeciwi. Muszę przeanalizować, jakie są zagrożenia tego, jeśli plan się nie powiedzie. Miejsce pracy pełne jest sojuszników, wrogów, kolaborantów, wyzwolicieli i tyranów. Tam codziennie rozgrywa się polityka, lecz demokracji jest tam niewiele – nad całym przedsięwzięciem stoi jeden małostkowy dyktator, zwany szefem, lub ich grupa zwana udziałowcami. Choć firmy mogą dawać pewną ilość demokracji pracownikom, często jej ilość i jakość zależy od widzimisię szefostwa.
Pracownicy zawsze podejmują polityczną walkę z gorszej pozycji. Czy powinienem zwrócić uwagę na problemy wewnątrz firmy? Co, jeśli boję się, że podpadnę szefowi, który będzie chciał mnie zwolnić, lub uprzykrzyć mi życie? Co, jeśli stracę tę pracę i już nigdy nie znajdę lepszej? Co, jeśli stracę źródło dochodu i popadnę w długi? Dopóki takie zmartwienia istnieją dla klasy pracującej, nie ma mowy o demokracji. Nie ma demokracji w miejscu, w którym musimy obawiać się swoich przełożonych – nie ma mowy o demokracji w miejscu, gdzie walka o wspólne dobro ogółu pracowników, może zakończyć się problemami.
Ponadto, pracując, większość z nas produkuje większą wartość, niż kosztuje nasze utrzymanie – nasza pensja. Tę wartość, którą wyprodukowaliśmy ponad naszą pensję, kapitalista nazywa zyskiem. Tę wartość kapitalista może reinwestować według własnych chęci – choć do wypracowania tego zysku potrzebna była uspołeczniona praca, ci, którzy ją wypracowali, nie mają wiele do powiedzenia o tym, co się z nią stanie.
Tak więc czy żyjemy w demokratycznym kraju, bo możemy raz na jakiś czas oddać swój głos, na partię, której i tak nie lubimy? Prawda jest taka, że gdyby głosowanie mogło wiele zmienić, to byłoby nielegalne. Głosowanie nie może fundamentalnie zmienić systemu, w którym żyjemy – systemu, w którym większość ludzi spędza większość swoich żyć w drobnych dyktaturach, od których ich przetrwanie i ich dobrobyt jest całkowicie uzależniony. Możemy głosować na partię rządzącą naszym krajem, pomimo iż przeciętny obywatel nie wie nic o ekonomii i polityce. Z kolei przeciętny obywatel wie wiele o bezpośrednich sprawach jego miejsca pracy – i tam właśnie prawa do głosowania nie posiada.
Dyktatura
Przejdźmy teraz do kwestii dyktatury. Demokracja, jak każdy wie, jest dobra, a dyktatura jest zła. Nikt nie lubi, gdy mu się każe coś robić. A jeżeli nasz system może kazać jednej osobie coś robić, to ten system może obrócić się przeciwko nam i zmusić nas do robienia tego, czego nie chcemy. Dlatego dla dobra ogółu musimy unikać dyktatury jak ognia.
Takie rozumienie pomija to, jak wiele dobrego mogło zostać w historii ludzkości zdziałane tylko i wyłącznie dzięki dyktaturze. Spójrzmy na USA w dziewiętnastym wieku. Pół kraju zdominowane jest przez arystokracje, która całe swoje bogactwo i sposób życia czerpie z wyzysku niewolników. Choć USA było krajem demokratycznym, według liberalnych standardów, ci niewolnicy żyli w dyktaturze – i jestem pewien, że gdyby pozwolono im głosować, większość z nich głosowała, by za zniesieniem niewolniczego systemu. Naiwnym byłoby jednak myśleć, że głosy niewolników przekonają ich właścicieli do wyzwolenia ich. Wyzwolenie niewolników musiało się odbyć drogą siły, drogą dyktatury używającej państwowego autorytetu i przemocy. Wszędzie, gdzie niewolnictwo zostało obalone, zostało to dokonane państwowym dyktatem, popartym państwową przemocą. Tak więc autorytarne metody pomogły zrobić ludzkości jeden krok dalej w kierunku wyzwolenia. Dyktatura posłużyła jako metoda obalenia dyktatury.
Jest wiele innych podobnych przypadków, gdzie dyktatorcze ograniczanie woli jednych, obiektywnie prowadzi do postępu ludzkości. Na przykład, jeśli państwa przyznawały kobietom prawa do głosowania, wielu niezadowolonych mężczyzn jęczało o tym, że żyją w dyktaturze, która odbiera im ich wolność i ustawia ich pod butem kobiet. Ci mężczyźni mieli prawo zamknąć mordę – dyktatura przyznała kobietom demokratyczne prawa, których od teraz bronił autorytet państwa.
Weźmy następny przykład. Załóżmy, że pracuję na budowie i szef wymaga ode mnie wykonania niebezpiecznej czynności, nie zapewniając mi sprzętu, który zagwarantowałby mi bezpieczeństwo. Jeżeli muszę tę czynność wykonać, bo inaczej mogę stracić pracę – to jest dyktatura ze strony szefa. Ale jeśli istnieją regulacje BHP, które sprawiają, że mogę odmówić wykonania tej czynności bez ryzyka reperkusji – to jest dyktatura państwa i pracownika nad szefem. Tak więc paradoksalnie, w obecnych warunkach dyktatura jest konieczna, by zapewnić nam bezpieczeństwo i wolność.
Czy żyjemy w dyktaturze?
Zachodnie media lubią dzielić świat na czarne i białe; na demokracje i dyktatury; na dobro i zło. Lecz gdy się nad tym zastanowimy – absolutnie każde państwo jest dyktaturą.
Większość z nas musi pracować około ośmiu godzin dziennie, pomimo iż środki produkcji zostały rozwinięte do takiego stopnia, że krótsza praca i tak by wystarczyła, żeby zapewnić potrzeby społeczeństwa. Przedłużona praca pomaga bogaczom pomnażać swoje majątki do obrzydliwej skali. Czy to nie jest dyktatura?
Gdy wprowadzane są nowe technologiczne nowinki, zamiast cieszyć się, że ujmą nam one trudów dnia powszedniego, boimy się, że zostaniemy zwolnieni, gdyż nasza praca zostanie zautomatyzowana i prywatny kapitał nie będzie miał już z nas żadnego pożytku, pozostawiając nas na pastwę rynku pracy. Czy to nie jest dyktatura?
Spójrzmy na zachodnie demokratyczne kraje. W Wielkiej Brytanii ostatnio zdarzyły się przypadki ludzi umierających z powodu braku pieniędzy na ogrzanie mieszkania. W tym samym czasie dziedziczący od kilkuset lat majątki bogacze popijają szampana, dokonując przekrętów podatkowych na Bahamach. Podstawowe potrzeby mieszkańców nie są zapewnione, podczas gdy ordynarni przestępcy chronieni są przez państwo i nadają sobie nawzajem tytuły „lord-ów”. Czy to nie jest dyktatura?
Spójrzmy na USA – kraj, w którym rolnicy niszczą nadprodukcję żywności, gdyż mogłaby ona umniejszyć ceny ich towaru na rynku. W tym samym czasie, bezdomny nie może wejść do sklepu i otrzymać chleba, jeśli na niego uprzednio nie wyżebrał – pomimo tego, iż starczy tego chleba dla każdego mieszkańca kraju, bezdomny jest dodatkowo poniżany, a jego życie utrudniane. Ten bezdomny często zmaga się z problemami psychicznymi, lecz nie otrzyma pomocy, gdyż go na to nie stać. A nie może na nią zarobić, gdyż ma problemy psychiczne. A nawet gdyby nie miał – kapitaliści zabrali większość przemysłu do biedniejszych krajów i otrzymanie godnej pracy nie jest już takie łatwe jak w ubiegłych dekadach. Czy to nie jest dyktatura?
Państwo wyznacza cały porządek naszego świata – wyznacza porządek kapitalistyczny. Porządek, w którym musimy coś sprzedawać, żeby przeżyć. A jeśli nie mamy co sprzedawać, to sprzedajemy swój czas i energię. W tym porządku nawet dach nad głową nie jest ludziom zagwarantowany. By zapewnić sobie jedną z najbardziej podstawowych potrzeb ludzkich – schronienie – najemcy muszą płacić czynsz właścicielowi, który niczym pijawka, niczym kleszcz okrada ich co miesiąc. Alternatywną opcją jest podpisać cyrograf, na mocy którego należy spłacać kredyt. By mieć jak spłacać kredyt lub płacić czynsz często jedyną opcją jest sprzedać swoją siłę roboczą jakiemuś prywatnemu przybytkowi – gdzie pracownicy zostają pozbawieni siły politycznej i są okradani z wartości wypracowanej ponad ich pensję. Tak więc, by żyć, dobrzy i ciężko pracujący ludzie muszą zgodzić się na bycie okradanym przez szefa i właściciela nieruchomości lub bank jednocześnie. Czy to nie jest dyktatura?
I zanim mi powiecie, że mieszkanie to towar jak każdy inny, na który każdy musi sobie wpierw zapracować – im spróbujcie do powiedzieć. I przy okazji opowiedzcie im, jak wasz system zapewnia wam więcej wolności, niż ich system.
W kapitalistycznych krajach wybory to przede wszystkim propaganda samego systemu. Kampanie wyborcze promują polityków, niczym reklamy promują produkty. Oddanie głosu na którąkolwiek partię to w rzeczywistości oddanie głosu na kapitalizm. Nasz głos utrwala i legitymuje opresję nas samych. Nieważne, co wybierzemy – wygrywa kapitalizm.
Żyjemy w dyktaturze kapitału – rdzeniem naszego istnienia jest relacja między kapitalistą a pracownikiem. Ta relacja manifestuje się wokół nas, tworząc społeczeństwo towaru, reklamy, konsumpcji, kupna, sprzedaży, kredytu, ubezpieczeń, konkurencji, wyścigu do kariery, pogoni za bogactwem. Musimy brać udział w tej zabawie, gdyż jest to wszystko, co nas otacza. Porządek świata został podyktowany za nas, czy nam się to podoba, czy nie.
Prawdziwa demokracja
Jak więc mogłaby wyglądać faktyczna demokracja? Można zacząć od prostego pytania – co by było, gdybyście mogli głosować na swojego szefa? Gdyby decyzje podejmowane były przez kogoś, kto faktycznie ma największe zaplecze merytoryczne i chce użyć swoich umiejętności do poprawy życia ludzi wokół siebie – przez kogoś, kogo władzę można podważyć, gdy jej nadużywa, lub nieprawidłowo się z nią obchodzi?
Demokracja rozgrywa się na wielu innych poziomach niż na zgromadzeniach polityków – demokracja to strajki, protesty, demokracja to próba negocjacji lepszej stawki i warunków pracy. Lecz demokracja to nie tylko walka z szefostwem. Demokracja to prowadzenie naszych spraw – to umiejętność organizacji własnego życia i pracy. Prawdziwa demokracja może istnieć tylko wtedy, kiedy pracownicy zarządzają swoimi miejscami pracy, zarówno, jak i całym państwem.
Żeby to osiągnąć, populacja musiałaby przede wszystkim zrozumieć i chcieć tworzyć demokrację. W dzisiejszych czasach wiele z nas ma bardzo apatyczne podejście wobec swojej pracy. Na jakimś poziomie zdajemy sobie sprawę, że żyjemy w dyktaturze i jak długo pensja jest wystarczająca, akceptujemy to. Myślimy sobie – „mam w dupie tę firmę i to, co się z nią stanie – robię swoje i dostaje swoje pieniądze”. Możemy to odbierać nawet jako swojego rodzaju wolność od zmartwień i obowiązków prowadzenia i podejmowania decyzji w danym miejscu pracy. To tylko jeden z wielu sposobów, w jaki kapitalizm sprzedaje ludziom ich zniewolenie, jako ich wyzwolenie.
W kapitalizmie ludzie muszą być wyedukowani jak najmniej, jak to możliwe, by system funkcjonował. Mamy zostać trybami w maszynie, lecz nie możemy zrozumieć, że ten system niszczy nas i nasze środowisko. Nie możemy zrozumieć, że jesteśmy niewolnikami – że ten system nie zapewnia nam wolności, lecz ogranicza nas zarówno jako jednostki, jak i całą ludzkość. Demokracja musi zapewniać adekwatną edukację, która musi być dostępna w miejscu pracy, zapewniana przez proletariacką partię polityczną i związki zawodowe. Pracownicy muszą uczyć się zasad demokratycznej organizacji.
Ponadto państwo musi po pierwsze systematycznie obniżać wymagane godziny pracy, a po drugie zapewnić ludziom mieszkania i wszelkie inne życiowe potrzeby. Przepracowani ludzie, którzy zamartwiają się tym, czy starczy im na czynsz, na wychowanie dziecka i na inne potrzeby nie są w stanie tworzyć i uczestniczyć w demokracji.
By zbudować demokrację, musimy zacząć brać aktywny udział we własnych życiach. Musimy zrozumieć, że większość z nas najprawdopodobniej spędzi większość swojego życia jako pracownicy w prywatnych przedsiębiorstwach. Nie możemy biernie oddawać całej władzy przełożonym – musimy zrozumieć, że jedyny sposób, żeby nasze życia faktycznie się poprawiły, to kolektywne zaangażowanie się w to, co nas bezpośrednio otacza.
Żeby osiągnąć to demokratyczne społeczeństwo, klasa pracująca musiałaby ostatecznie użyć dyktatury – ta dyktatura właśnie będzie aranżować ekonomię tak, by służyła ludziom, a nie by ludzie służyli ekonomii. Ta dyktatura będzie trzymać w ryzach tych, którzy będą próbowali niszczyć i sabotować budowę demokracji, próbując przekształcić system z powrotem w maszynę do akumulacji prywatnego bogactwa.
Czy zawsze będziemy żyć w dyktaturze?
Jak pisał Mao Zedong: „Utrwalenie dyktatury proletariatu czy dyktatury ludu — to przygotowanie warunków do likwidacji tej dyktatury i przejścia na wyższy szczebel, kiedy państwo jako takie zniknie. Utworzenie i rozwój partii komunistycznej — to przygotowanie warunków do zniknięcia partii komunistycznej i wszystkich partii politycznych w ogóle”. Albo w słowach Engelsa: „Proletariatowi potrzebne jest państwo nie w interesie wolności, lecz w celu zdławienia swoich przeciwników, a gdy będzie można mówić o wolności, państwa nie będzie”. To jest coś, co wielu tak zwanych „komunistów” często zdawało się zapominać.
Obalenie dyktatury może się wydarzyć tylko wtedy, gdy publiczna kontrola nad ekonomią stanie się sprawą dla nas tak naturalną i oczywistą, jak dzisiaj własność prywatna. Demokracja stanie się rzeczą oczywistą – czymś, w co faktycznie wdrażani jesteśmy od najmłodszych lat i czymś, co przenika wszystkie sfery naszego życia i pracy. Może się to wydarzyć tylko wtedy, gdy zaaranżujemy pracę w ten sposób, że przestanie ona być dla nas dyktaturą, przestanie być dla nas brzemieniem, a stanie się dla nas, jeśli nie przyjemnością, to przynajmniej czymś, co nie wysysa z nas ostatków sił i motywacji i miejscem, gdzie nie musimy ciągle obawiać się swoich przełożonych.
Gdy zanikną podziały klasowe, nie będzie już możliwości, że pojawi się jakaś partia, która będzie próbowała cofnąć przywileje klasy pracującej, o które ta klasa tak ciężko walczyła. To będzie prawdziwa demokracja, gdyż nasze zdobycze nie będą ciągle zagrożone. Jeżeli ludzkość będzie chciała aktywnie uczestniczyć w takim systemie i będzie widzieć ten system jako najlepszy sposób realizacji interesów społeczeństwa, zarówno, jak i interesów indywidualnych, wtedy nie będzie już mowy o dyktaturze.
Oczywiście, nie oznacza to końca polityki – nie oznacza to końca konieczności podejmowania trudnych decyzji w kwestii rozwoju ekonomii i społeczeństwa. Te role będą przypadać jednak tym, którzy najbardziej znają się na danej sprawie, a nie tym, którzy mogą kupować opinię publiczną i przekupywać polityków. Znikną kampanie wyborcze, opierające się na pustych obietnicach, sloganach i odwoływaniu się do niejednoznacznych wartości, zamiast konkretnych działań. Polityka stanie się domeną pracowników, a nie domeną demagogów i kłamców, którzy bardziej dbają o swój wizerunek, niż o ludzi.
Na zakończenie wspomnijmy słowa Lewisa Morgana, dziewiętnastowiecznego amerykańskiego antropologa: „Od powstania cywilizacji wzrost bogactwa jest tak olbrzymi, jego formy tak różnorodne, jego zastosowanie tak rozległe i zarządzanie nim w interesie właścicieli tak zręczne, że bogactwo stało się dla ludzi potęgą, nie do opanowania. Umysł ludzki stoi bezradny i zmieszany wobec swego własnego tworu. Nadejdzie jednak czas, gdy rozum ludzki wzmocni się i zapanuje nad bogactwem, gdy ustali zarówno stosunek państwa do własności, którą ono ochrania, jak granice praw właścicieli. Interesy społeczeństwa są bezwzględnie ważniejsze od interesów jednostki, trzeba więc ustalić sprawiedliwy i harmonijny stosunek między nimi. Wyłączne ubieganie się za bogactwem nie jest ostatecznym przeznaczeniem ludzkości, jeśli postęp ma być prawem w przyszłości, tak, jak był nim w przeszłości. Czas, który upłynął od zarania cywilizacji, jest tylko niewielkim ułamkiem czasu ubiegłego życia ludzkości; tylko niewielkim ułamkiem nadchodzącej przyszłości. Zagłada społeczeństwa staje groźnie przed nami jako zakończenie okresu historycznego, którego jedynym celem ostatecznym jest bogactwo. Okres ten zawiera pierwiastki swego własnego unicestwienia. Demokracja w rządzeniu, braterstwo w społeczeństwie, równość praw, powszechna oświata będą charakteryzować następny, wyższy stopień społeczeństwa, dla którego bezustannie pracują doświadczenie, rozum i nauka. Będzie to odrodzenie — ale już w wyższej formie — wolności, równości, braterstwa starych rodów”.
Dodatkowe informacje
Jak wszyscy wiemy: demokracja jest dobra, a dyktatura jest zła - i mamy się jej bać jak ognia. Mawia nam się, że żyjemy w demokracji. Lecz cóż jest demokratycznego w tym, że podczas gdy dziedziczący wielopokoleniowe majątki bogacze zbijają szklanki toastując udane interesy, niektórzy rodzą się w rodzinach tak biednych, że ledwo stać ich na ogrzanie mieszkania? Cóż to za demokracja gdzie, żeby mieć dach nad głową, muszę sprzedawać siłę roboczą prywatnej osobie? Ale nasz obecny rząd nie jest też w pełni dyktaturą. Czy to możliwe, że pojęcia „demokracja” i „dyktatura” nie wykluczają się nawzajem?